Przeskocz do treści

Tak, cicho…

Kwiecień 2, 2011

…jest, niestety.
Dlaczego?
Po pierwsze primo:
Znielubiłam wszelkie aspekty polityczne. Mam dość. Moja ulubiona Interia, którą kiedyś uważałam za niezależny serwis informacyjny niestety stała się nie do zniesienia. Po zmianie szaty graficznej jest to, podkreślam – dla mnie – jeden wielki pomponik.
Po drugie primo:
Moja starsza latorośl już właściwie stała się obywatelką Niemiec. Nie mam wcale Jej tego za złe, tylko taki smuteczek, że już nie ma Jej pod ręką, że dzieli nas dobrze ponad tysiąc kilometrów. Z drugiej strony, zważywszy, że miała okazję zapoznać się bliżej z aspektem leczenia w Niemczech – cholernie Jej zazdroszczę. Musiała przejść pewną operację. Od wykonania wszelkich badań (w systemie „dochodzenia” na nie), łącznie z rezonansami, tomografiami i piorun wie, czym tam jeszcze do wyjścia po operacji minęło dni 10 (słownie: dziesięć). I znowu złość, dlaczego u nas tak nie może być?
Po trzecie primo:
Końcówka ubiegłego roku minęła mi na bardzo intensywnym dokształcie, co się opłacało.
Od początku tego roku mam pracy ponad moje siły (już dość wiekowe, niestety).
I tak:
Dla pewnej firmy robię 1000 stron zaplecza – do końca czerwca musi być uruchomionych 500… a zleceniodawca ma pioruńskie kłopoty ze znalezieniem rzetelnych osób do pisania teksŧów. Szlag mnie trafia, bo nie rozumiem, jak się czegoś podejmuję, to na pysk padam, ale zrobię, a jak wiem, że nie zrobię, – to nie biorę. No i kwestie ciągłych targów o stawki. Wynegocjowałam stawki, wiem, za jaką stronę ile i już, a tekściarze, nie dość, że nie piszą, to ciągle stawki chcą podnosić, kurde, gdzie tu logika. Pokaż, człowieku, że potrafisz pracować, bądź obowiązkowy – to wtedy możesz stawiać żądania…
Po czwarte primo:
Młodsza latorośl w gimnazjum wymaga trochę więcej uwagi, a czasu to ja mam coraz mniej…
I znów smuteczek, bo po skończeniu gimnazjum ma zamiar wyjechać do szkoły do Niemiec w ramach tego szkolnictwa zawodowego. Wiem, że to dla Niej bardzo dobre rozwiązanie, ale…
No właśnie i tak to moje życie płynie.
Na szczęście zrobiło się wiosennie (wreszcie!), boćków jeszcze nie ma, ale za to mamy pięć nowych, małych, ślicznych kotków!

Się zmobilizowałam…

Lipiec 8, 2010
tags:

… wreszcie.
Długo trwało, ale cóż, bywa.
Co nowego?
No to tak:
1/ Samochód – jak na razie jeździ, udało się mojemu Ślubnemu wymienić sworzeń (jeden, bo drugi okazał się być tak przytwierdzony do całości auta, że niestety, musi na razie zostać),
2/ Autko zostało rękami Ślubnego co nieco „pozaklejane”, to znaczy, co miał zrobić blacharz-majsterklepka, zrobił Ślubny przy pomocy – uwaga! – pianki budowlanej i żywicy!
3/ Dochodzimy do kolejnych etapów oszczędzania – odzwyczaiłam się od palenia (po 40 latach!), Ślubny – hmm, nie całkiem, ale mieści się w 4 – 5 paczkach na miesiąc.
Co prawda, nie wpływa to, jak na razie, na ocieplenie atmosfery domowej, ale cóż, lepiej odzwyczaić się od palenia, niż od jedzenia,
4/ Tak, czy inaczej – nic mi nie lepiej – przyszło kolejne rozliczenie półroczne z „elektrowni” i ciągle szlag mnie trafia, bo nie stać mnie na wydatek 300 PLN na dwa małe podgrzewacze przepływowe do wody, muszę używać kobylastego urządzenia (10,5 kW) i skutkiem tego mam do płacenia średnio 300 PLN co miesiąc, kładę się spać i nic, tylko myślę, co ja mam z tym wszystkim zrobić.
Nie wiem, czy może być jeszcze gorzej, pewnie tak, może dojść do etapu, kiedy zabraknie mi kasy na opłaty za prąd i wodę i co wtedy zrobię?
Nic, będę żyć, jak za króla Ćwieczka.
Moja Młodsza na tym wszystkim dość mocno cierpi, nie zawsze ma na czas swoje maści, a tu zaraz będą wydatki na książki do szkoły. Teraz do gimnazjum. Skończyła podstawówkę rewelacyjnie, że średnią 5,40 bez religii, odebrała sporo nagród, ale nie dostała obiecanego prezentu od nas, cóż, trudno.
Dobra, ponarzekałam sobie, nic to nie zmienia co prawda, ale przynajmniej trochę lżej na duszy.

Siedzę w sieci, pilnie śledzę zlecenia, pcham się wszędzie, nawet udało mi się ostatnio 20 PLN zarobić i w drodze (nie wiem kiedy dostanę przelew) – 90 PLN, suuper! W dalszym ciągu Agro-Nuny wiszą mi połowę śmiesznej należności, ale to tak jest ze znajomymi.
Jakiś czas temu obiecywałam, że pochwalę się stronami, przy których pracowałam (cichcem):
1/ VIP Travel Poland
2/ Dana Spa
3/ Joanna Skrzydlewska

Żadna z tych stron jeszcze nie jest tak na 100% wykończona, ale prawie. A, jeszcze jedna, ciekawa strona:
Capertee Valley – współpraca z Polakiem z Australii, bardzo miły kontakt, szkoda, że jednorazowy.
No i dobra, na razie tyle, gorzej już chyba nie będzie, lepiej… bo ja wiem?

Wreszcie…

Maj 1, 2010
tags: ,

… umilkła wrzawa i polskie zaścianki powoli wracają do rzeczywistości.
Ja też.
trochę pracy ostatnio miałam, jedna strona na Joomli dla znajomej, a więc pół-charytatywnie, w dodatku zapłacona będzie w „dogodnych” ratach. Link wrzucam w panelu na stałe, bo zależy mi na dość szybkim „uznaniu” jej przez Google. A tu dla ciekawych: AGRO-NUNY
Żeby nie było, to od razu piszę, że robione na gotowej templatce (link zostawiony, jak bóg przykazał), uczłowieczyła top – niejaka moja młodsza, czyli Ubunciak. Natomiast mam nadzieję na współpracę z moją Starszą w zakresie tłumaczenia tejże strony na język niemiecki i angielski. Teksty, dobór modułów, ich konfiguracja, ogarnięcie całości – to moje dzieło.
Teraz jeszcze kampania reklamowa do przeprowadzenia.
Inna praca, też na Joomli od mojego stałego dostawcy zajęć niekoniecznie miłych – zapowiada się raczej długofalowo, czyli kasa będzie, ale nie wiadomo kiedy, ani też ile.
No i tak to wygląda, raz jest, raz nie ma, zaplanować nic nie idzie. Jak na razie znowu potrzeby przekraczają możliwości, samochód, który swoje lata posiada zaczyna się sypać na wszystkie strony. Zawieszenie diabli wzięli na naszych „polskich drogach” – dwa wielce mądrze nazwane – sworznie kuliste mamy do wymiany, czyli jeździmy z duszą na ramieniu i modlitwą, aby koło nie odpadło. A taki przypadek dawno temu mieliśmy, nie było to miłe przeżycie…

Na Wawelu…

Kwiecień 13, 2010

…w otoczeniu naprawdę wielkich Polaków? Dlaczego? Jakie uzasadnienie dla takiej decyzji? Dlaczego wyłączono możliwość komentowania tego faktu w Interii?
Czym się zasłużył? Ludzie, dlaczego znowu tworzy się mit!!!

Medialny żer…

Kwiecień 12, 2010

…znowu nastał. Prezydent odmieniany we wszystkich przypadkach, wszędzie.
Żeby nie było – piszę ze swojego punktu widzenia, nie wkładam swoich dywagacji w niczyje inne odczucia. A są one takie:
Nie uwłaczając niczyjej pamięci – wykazano się absolutnym brakiem odpowiedzialności za Polskę. Dlaczego?
Jak można było zaplanować lądowanie na wewnętrznym, wojskowym lotnisku, gdzie nie ma żadnego wyposażenia? Trudno było wybrać się wcześniej i dojechać innymi środkami transportu?
Jak można było zabrać na pokład samolotu wszystkie (oprócz Rządu) najważniejsze osoby w państwie? Gdzie na świecie tak się robi? Jak można było nie wykonać polecenia wieży kontrolnej i lądować? Kto wydał takie polecenie – tego już się nie dowiem. Albo pilot bał się wykonać polecenie, albo otrzymał nakaz lądowania od osób przebywających w samolocie.
I co teraz?
Teraz dzieje się to, co zwykle w takich przypadkach: rośnie mit Wielkiego Prezydenta, który dla mnie wcale takim nie był. Szkoda człowieka i tych, którzy z nim zginęli, ale mam osobiście dość ciągłego machania szabelkami, wyszukiwania wyimaginowanych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, walki z dwoma wrogami (Berlin, Moskwa), tolerowania nacjonalizmu.
Mam nadzieję, że ta tragedia w końcu doprowadzi do zmian na scenie politycznej, zmian, które pójdą w innym kierunku.

Święta i po…

Kwiecień 9, 2010
tags:

nich już. I dobrze, bo nie pamiętam tak złych, jak te ostatnie. Zajączków nie było, pisanki zjedliśmy w żurku, jakoś przetrwaliśmy.
Kryzys jest i chyba długo u mnie jeszcze będzie. Siedzę przed ekranem, piszę oferty wszędzie, gdzie tylko widzę szansę, że jestem w stanie to zrobić, albo wiem, że mogę otrzymać pomoc od zaprzyjaźnionego człowieka. I nic. Ćwiczę stawianie strony na Joomli – bo mam zrobić dla pewnej miłej pani takie coś w trzech językach. Projekt z małego zrobił się całkiem duży, ale kasa za to będzie mała i też nie wiadomo, kiedy, bo to po znajomości. W dodatku ta osoba bywa mocno pomocna mojej Starszej, która dalej siedzi za zachodnią granicą. Starsza – cóż, nie będę tu się na ten temat rozpisywać, rzadko się z domem kontaktuje, żyje, jak chce, w końcu jest dorosła.
A ja jestem zmęczona. Zmęczona ciągłym stresem, myśleniem co i jak załatwić, żeby nie pogorszyć sytuacji, która i tak jest zła.
Na pocieszenie napiszę, że dostałam właśnie fakturę z TP, w której to umieszczono 10 rozmów na kwotę 224 PLN – bez specyfikacji. A ja mam telefon stacjonarny zawieszony do końca roku i nigdy, jak długo mam w ogóle telefon, nie miałam takich rachunków. Wysłałam reklamację z panelu klienta na stronie TP. I wiecie co? W ciągu dwóch godzin sprawa została załatwiona! Okazało się, że ktoś tam wliczył w tą fakturę koszt utrzymania linii do końca roku – nie pytając mnie, czy ja tak sobie życzę. A przecież w każdej chwili mam prawo „odwiesić” ten telefon. W każdym razie – faktura zjechała o 171 PLN. Pod względem traktowania klienta zaczyna TP mnie pozytywnie zaskakiwać.
I to tyle pozytywów, negatywów mam znacznie więcej, niestety…
O nie, przepraszam, jeszcze jedno dobre wydarzenie:
Moja Młodsza pisała wczoraj testy kończące podstawówkę i wychodzi, że napisała je bardzo dobrze!
I tym pozytywem kończę moje narzekanie dzisiejsze.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.