…tak troszeczkę. Zrobiłam następną stronkę lekką, łatwą i … niskobudżetową. Ale jest. Jak jesteście ciekawi – to zapraszam na na jangraf.boo.pl do sekcji realizacje. Tam jeszcze muszę powalczyć z ustawieniami miniaturek, bo nie wszystkie przeglądarki dobrze mi tą stronę wyświetlają.
A w domu, cóż, po staremu, cienko bardzo, pogoda też taka niezbyt sympatyczna, buro całkiem się zrobiło. Kotów nikt nie chce, zaczyna mnie to irytować, ale co zrobić, to żywe zwierzaki przecież. Pięć mieszka w stajni, a trzy najmniejsze jeszcze z mamuśką w domu.
Starsza zmieniła miejsce postoju, od francuskiej granicy przeniosła się całkiem na północ. Jakoś wybitnie nie ma szczęścia do pracodawców, a właściwie – do Polaków tam zatrudnionych. Tak wrednego wobec siebie narodu ze świecą szukać. Jeden drugiemu tyłek obrabia. Nie idzie tego zrozumieć, bo wygryzając nową osobę nic nie zyskują. I tak nie dostaną większej płacy, a roboty mają więcej. Nie rozumiem tego. Niemcy tylko na tym korzystają, bo wiadomo – świeży przyjeżdża na okres próbny z niską stawką, a do właściwej nie ma czasu dojść, bo “koledzy” pomogą…
Nie wiem, co tkwi w naszej nacji, zawiść, głupota?
Nie chcę zapeszyć, może tym razem Starsza będzie miała więcej szczęścia, tam oprócz niej tylko jeden Polak pracuje. Zdałoby się, bo już brakuje mi na wszystko po kolei, nawet niewielka pomoc z Jej strony jest mi bardzo potrzebna.
Młodsza rośnie, zrobiła się już pannica straszna, gadatliwe to jakieś takie się zrobiło, urosła ponad 10 cm w ciągu ostatniego roku, ciuchy niestety, nie urosły, ale powoli wyciąga co mniejsze sztuki Starszej. Dobrze mieć większą siostrę…
… dla wszystkich bliskich, których nie mogę odwiedzić, których grobów już nie ma. Dla tych, których groby powstały nie tak dawno, których pamiętam, jakbym wczoraj rozmawiała. I dla tych, o których już nikt nie pamięta:

Mam tak jakoś dziwnie, że może być najpiękniejsza pogoda w ten dzień, świecić piękne słońce, a ja zawsze marznę, jakby było ze dwadzieścia na minusie.
Widziałam dzisiaj znowu ten sam scenariusz, już zaczęta parada i podglądanie, kto przyniósł największy znicz, jakie kwiaty, a kto z kim przyszedł, a kogo nie ma. Okropność! Rację miała siostrzenica mojego Ślubnego, która przed swoim odejściem wymusiła na rodzinie, że będzie skremowana. Chociażby z tego względu – ja też tak chcę, mam cichą nadzieję, że będzie już można rozsypywać proch tam, gdzie sobie kto wymyśli. Mam takie miejsce, niedaleko domu, na górce, piękny widok na dom i łąki…
… szczęśliwie pod ten francuski koniec Niemiec. Zrobiła ponad 1400 km, z noclegiem, oczywiście. O stanie naszych dróg pisać nie będę, bo słowa nieparlamentarne cisną się na usta same. Ulgą dla duszy i ciała, szczególnie samochodowego jest przejazd “na drugą stronę”.
O miejscu na razie wiem tylko, że jest to bardzo duży ośrodek, świetnie zagospodarowany (były klasztor), właściciele nie utrzymują się z koni, ale mają dużą kasę. Lokum, jakie Starszej przydzielono mówi samo: dwa pokoje, kuchnia, łazienka – dla niej jednej. Na razie ma tydzień poróbny, zobaczymy jak to będzie, czekam z nadzieją na wieści.
Wracając jednak do dróg – na Interii był – chyba wczoraj taki mały wpis o trasie na Śląsku, która ma połączyć całą aglomerację. Wiecie, ile lat trwa już budowa? Ponad 20 (słownie: więcej niż dwadzieścia lat).
Równie kosmiczną wizją, jak wspomniana trasa, jest plan wdrożenia opłat za tak zwane trasy szybkiego ruchu… Przypomina to bieganie psa za własnym ogonem, nawet mój ulubiony Kantor by na to nie wpadł.
Co ostatnio czytałam na plus? A, no tak, wreszcie UE wzięła sie za nasze kretyńskie przepisy o rejestracji samochodów z kierownicą “nie po tej stronie”. Nareszcie i słusznie! Skoro w krajach, gdzie obowiązuje ten dziwaczny sposób poruszania się po drogach – wolno mieć i używać “normalnych” aut, to w imię czego u nas ma być inaczej? Jaki jest sens (oprócz nabijania kabzy warsztatom), przekładanie kierownicy w samochodzie z zamontowanym fabrycznie kółkiem po prawej?
To samo dotyczy idiotycznego obowiązku robienia przeglądu auta, które posiada ważne potwierdzenie właściwego stanu z zagranicy. Czyżby nasze władze uważały, że do tej pory nasze stacje robiły przeglądy bardziej “ostro”? Śmiech na sali, znam to z autopsji! Wreszcie się te kretynizmy skończą, tylko dlaczego tak długo to trwa? Dlaczego, jak UE nie pogrozi palcem, to nic sami nie potrafimy zmienić? Widać nie chcemy…
… freelancer przyszedł na świat, czyli moje ostatnie dzieło, czyli własna strona.
Strasznie skomplikowanie ten anons mi wyszedł, ale co tam. Wszelkie za i przeciw prosto ze strony można mi wysyłac, działa! Wszystko działa, aż się dziwię, jaka to ja zdolna jestem (czasami). Co do layoutu – nic szczególnego, tak miało być, że ma nie walić po oczach. Zresztą – mnie sie podoba!
…marudzenia! Konie w stajni, zima (prawie) przyszła. Pracy mniej i kasy “tyż” mniej. Mogę trochę nadrobić pisaniem tu i tam.
Starsza w trasie, miała wyjechać wczoraj, ale we wtorek i środę były straszliwe wiatry i sama doszła do wniosku, że na drogach jeszcze może być nieposprzątane. Teraz (prawie północ) jest w okolicach Legnicy – jedzie “po drodze” do znajomych, w poniedziałek wieczorem ma być na miejscu, czyli pod francuzką granicą. Lekko licząc od domu jakieś 1400 km…
Tym razem znalazła sobie to miejsce sama, rozmowy przez telefon były miłe, ano, pożyjemy – zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Atmosfera w domu jakby ostygła, ostatnio już nie było większych spięć, może coś tam dotarło do głowy w chmurach. A może to tylko kolejny etap “na przetrwanie”? Nie wiem.
Taaa, rodzaj ludzki jest dziwnie skonstruowany. Żeby nie wiem jak tłumaczyć, pokazywać, wytykać – to i tak każde następne pokolenie popełnia takie same, albo bardzo podobne błędy. Nie potrafimy się uczyć? Może maszyny kiedyś będą od ludzi mądrzejsze? Nie potrafimy patrzeć i wyciągać wniosków – skoro moja mama/tata zrobili ta i tak, i to nie było dobre – to ja tego błędu nie popełnię. A guzik! Każdy w młodości ma klapki na oczach i “wszystko wie lepiej”. Dopiero po latach, tak jak i ja zresztą, przychodzą takie właśnie myśli do głowy, że można było inaczej…
Ale to już jest zwykle po herbacie, niestety i przychodzi kolejna refleksja, że błędy czasami robi się raz, a później długo się za nie płaci.
A, kurcze, miałam nie marudzić! Tym razem to chyba z powodu luzu czasowego, odwykłam od tego, że go mam. Narzekałam, że mam dużo pracy? Narzekałam, no to teraz już nie mam na co narzekać. Obiecuję, że następnym razem nie będę psioczyć, że padam! Chcę znowu mieć co robić!
A na koniec:
Z okazji Dnia Nauczyciela było jak zwykle, ale tym razem muszę przytoczyć kawałek z akademii “ku czci”, czyli fragment inscenizacji.
Osoby:
1/ Nauczycielka
2/ Uczennica.
Pani sprawdza wypracowania i mówi do Ali:
“Jak to możliwe, że w takim krótkim wypracowaniu jedna osoba zrobiła tyle błędów!”
Ala odpowiada: “Proszę Pani, to nie jedna osoba, pomagała mi mama, tata, ciocia, wujek i siostra!”
Śmieszne? Jak cholera…
…kolejna chandra.
Znów dopisuję kolejny rok do życiorysu, o rok mniej do emerytury. Jakoś te dni szybko lecą, nie wiem, może dlatego, że wszystko idzie nie tak?
Mam znajomego, który mówi w takich sytuacjach, że “złe ogonem nakryło”, widać to złe teraz przyszło do mnie.
Starsza swoje niepowodzenia zwala na wszystkich, tylko nie widzi własnego udziału, a co tam, wszystko przecież nie jej wina. Nikt winy co prawda nie przypisuje, ale przyjęła zasadę, że nie będzie nic mówić co planuje, co załatwia. OK, można i tak, tylko, że ja nie planowałam mieć czterech koni do wyżywienia na zimę (miały być trzy z nich “na chwilę”), za jakieś dwa tygodnie zejdą z łąki…
Gdzieś popełniłam błąd w tak zwanym procesie wychowywania, taaa, takie “cuś” widzi się po latach. Brak odpowiedzialności za swoje poczynania, i brak, powiedzmy, szacunku dla własnej rodzinki. Co dziwne, dziewczyna od lat powinna być świadoma tego, że w domu jest jak jest, nie przelewa się, miała dużo, czasami aż za dużo swobody, był czas, kiedy musiała być bardzo samodzielna i co? Ano, nic, popełnia błędy. Każdy je popełnia, tylko, jak widać, nie każdy umie się do tego przyznać. Najgorsze jest dla mnie to, że ta niechęć do powiedzenia “zrobiłam nie tak” przeradza się w głupią agresję, bo przecież to, czy tamto to nie jej wina. Słucha tego młodsza, przygląda się, młodsza ma już prawie 13 lat i rozum o wiele starszy. A przecież, jak nas zabraknie, to tylko siostra jej zostanie, nie ma nikogo innego. Czasami boję się się bardzo o obydwie, bo jedna przez swój ciężki charakter będzie miała mało urokliwe życie, a druga – z racji swojej innej sprawności nie będzie miała wsparcia. I tak dochodzę do wniosku, że nie mam innego wyjścia, tylko trwać na tym padole jak najdłużej po to, żeby jedną jakoś hamować, a drugą pchać do przodu. Trochę mi to pisanie dziś nie wychodzi, trudno, ja wiem, o co biega, muszę się wygadać po prostu.
Tyle, że jestem coraz bardziej zmęczona, mało mnie rzeczy cieszy, nawet kolory jesieni mi jakoś zbladły.



