Zarządzanie, a Polska D

2008 lipiec 3
by kosa1

W Polsce D rządzi się “na bogato”.

Miasteczko gminne liczy ok. 5 tys. mieszkanców (razem z internatem szkolnym), teren gminy jest dość rozległy, ale słabo zamieszkały. Jest to jedna z najuboższych gmin w Kraju, bezrobocie przekracza 50 %. Ale mamy Urząd Gminy i Urząd Miasta, Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej i Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. We wszystkich dziedzinach administracji mamy dubel! Oczywiście, osobne siedziby i pracownicy. A co tam, stać nas! Podobno kiedyś było inaczej, ale po rewolucji kapitalistycznej nie było gdzie wsadzić swoich ziomków, no to zaczęła się zabawa. I tak jest do dzisiaj. Za kadencji poprzedniego wójta było tak, że na terenie gminy nie było w realizacji, czy w zamierzeniach, ani jednego projektu unijnego. W gminie, gdzie nie ma dróg, wodociągów (nie wspominając o kanalizacji – oczyszczalni ścieków). Teraz – jakieś drobne bardzo projekty są, ale dotyczą raczej spraw kosmetycznych, typu elewacje (tylko fronty!) budynków, trochę porządkowania terenów przy drogach, bo czasami zza krzaczorów nie widać zupełnie, czy coś jedzie asfaltem, czy nie. Bazy turystycznej jak nie było, tak nie ma dalej. Projekt zrobienia zalewu na pobliskiej rzeczółce – stał się już legendą, przypominaną sobie przy okazji kolejnych wyborów. O drogach wolę nie wspominać, bo to, po czym tu się jeździ, nie zasługuje na miano drogi.Obok naszego siedliska też jest droga gminna, a jakże. Dwa lata temu odcinek początkowy (od głównego asfaltu do kościoła ok. 300 m) przykryto dywanikiem asfaltowym. Nasze 500 m pozostawiono tak, jak było, to znaczy glina, przysypana lekko luźnym piaskiem z pól. Po każdym deszczu mieliśmy konkurs – przejedziemy, czy nie? Samochód (Pontiac GrandAm z silnikiem 2,3 l) siedział w tej mazi po osie! W końcu zrobiłam serwis fotograficzny, wysłałam odpowiednie pismo do wójta z ostrzeżeniem, że jestem osobą na tyle niezrównoważoną, że w razie, gdyby Panu Wójtowi przyszło do głowy odpuszczenie sobie tego tematu, to napiszę do prasy (centralnej), telewizji, kuratorium (zagroziłam, że dziecko do szkoły nie będzie brnąć w błocie, bo auto nie przejedzie). Przyjechał Pan Wójt, wysiadł w odpowiednio suchym miejscu (czarny płaszcz do pół-łydki, czarne mokasynki, białe skarpetki), jego auto służbowe wjechało z kierowcą do końca i … było na co popatrzeć. Sąsiad oczywiście stwierdził, że właśnie mu się traktor popsuł, więc nie wyciągnie, hi, hi, hi. Drogę niby zrobili, to znaczy przywieźli dużo żużlu i ubili, dobrze, że chociaż to, kurzy się, ale nie ma błota. A, wiecie, co mi Wójt usiłował wmówić? Że u innych, to jest jeszcze gorzej…

Żadnych komentarzy.

Dodaj komentarz

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS