Radio, a moja wątroba

2008 lipiec 9

Mój ślubny ma zwyczaj zaczynać dzień od uzycia włącznika w kuchennym radyjku – na moje nieszczęście. Już nie mogę, muszę znowu oczyścić wapory.
Od rana słyszę – a to diabli biorą autostrady – bo przepisy nie takie, a to stocznie mają przesrane, a my wszyscy razem z nimi – bo nie miał kto pilnować, co się tam dzieje, Euro 2012? Między bajki można włożyć, mało, że dróg nie ma i pewno nie będzie, to jeszcze baza hotelowa w Polsce jest akuratnia do tego ruchu, który jest, a nie do okazjonalnej imprezy. No i najważniejsze – spec z Instytutu Smith’a powiedział głośno i wyraźnie prawdę o tym, że zatrudnianie ludzi – to w Polsce luksus.
I szlak mnie znowu trafia i żałuję, że nie mam o dwadzieścia lat mniej. Na piechotę i pod wodą, po dnie Bałtyku, czy tam innej wody wyniosłabym się byle dalej od tej krainy wiecznego bezsensu.
Czy trzeba znowu jakiegoś kataktlizmu, żeby coś pozytywnego wreszcie się wydarzyło?
To, że stocznie są nierentowne – wiadomo dawno – czasy się zmieniły, nikt statków natychmiast, albo jeszcze szybciej nie potrzebuje, a jak już, to nie z kraju, w którym pracownik dostaje liche pensje, bo pracodawcy za chorobę nie stać na porządne płace = obciążenia wszelkiego rodzaju. Kto będzie zwiększał zatrudnienie, kiedy wiadomo, że po chwilowej hossie przyjdzie to drugie, a każda złotówka pensji generuje horrendalne obciążenie?
Ciągle władze są sparaliżowane strachem przed jakimś gwałtownym posunięciem, a jednocześnie ustępują naciskom poszczególnych grup zawodowych. Tak, wiem, lekarze, nauczyciele i cała masa innych “fachowców” ma liche pensje, ale do cholery, czy metodą wymuszania skromnych podwyżek daleko się zajedzie? Jeszcze nie słyszałam, żeby jakaś grupa zaczęła konstruktywny protest w sprawie zmniejszenia skandalicznie wysokich naszych podatków, składek na ZUS, czy akcyzy. Szczególnie ta ostatnia pozycja generuje straszliwy wzrost cen w sferze konsumpcji, bo przecież wartość nośników energii natychmiast przekłada się również na wartość zwykłej bułki.
Ciągle (za poprzedniego rządu) słychać było: “nie będzie nam Unia narzucała”, i takie tam inne bzury. Unia miała dawać i nie patrzeć, co się dzieje. Mam nadzieję, że wreszcie nadszedł czas, kiedy Unia zacznie się przyglądać i rozliczać, może taki bat nad d.. poskutkuje jakimiś mądrzejszymi posunięciami. Następna nasza choroba umysłowa: wszelkie recepty muszą być polskie! Świat istnieje już dosyć długo i jakoś sobie radzi – przeważnie lepiej niż my, więc może czas by było poszukać gotowych, sprawdzonych przepisów, a nie eksperymentować na żywym i zmęczonym organizmie? Czasem może się bowiem zdarzyć, że “operacja się udała, pacjent zmarł”, a na miejscu, w kraju zostały dzieci i staruszkowie – reszta udała się za granicę w celu przekonania się, jak to tam jest źle…

Odpowiedzi: 6 leave one →
  1. 2008 lipiec 9

    ee… wapory?

    PS: nie mam więcej pytań.

  2. 2008 lipiec 9

    http://netsprint.sjp.pwn.pl/lista.php?co=wapory
    Oj, sam byś wrzucił w Google. Ale nie obrażaj się, jest mi miło, że czytujesz mnie i moje zrzuty wątrobowe (to już moje powiedzonko). “Wapory” natomiast to ulubione słówko Joanny Chmielewskiej, autorki jedynych kryminałów, przy lekturze których można pęc ze śmiechu i będzie to zbrodnia doskonała.

  3. 2008 lipiec 10

    Czytuję, bo i sensownie gadasz… yy, piszesz. :)

  4. 2008 lipiec 10

    Jak zwykle, jesteś bardzo miły. Cieszę się, że widać jakiś sens w tym moim pisaniu. Czasami sama tego nie czuję, po prostu siadam i piszę, co mnie boli.
    A tak przy okazji – ile masz miejsca na swoim serwerze?

  5. 2008 lipiec 10

    Miejsca mam sporo, ale transfer mam do bani – 768 kb/s max.

  6. 2008 lipiec 10

    Kozlov: No tak, jest to raczej kiepsko. Jakis czas tu wytrzymam, chociaż brakuje możliwości uzdatnienia WP do swojego widzimisię.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS