Papier, a Polska (nie tylko) D
Słuchajcie, dawno tak się nie ubawiłam, chociaż raczej powinno nie być mi do smiechu.
Lipiec, jak co roku czas składania papiórków do zasiłków (rodzinne, pielęgnacyjne i te inne). Ok. Między innymi trzeba dołączyć zaświadczenie o dochodach własnych i innych członków rodziny.Udaliśmy się do Powiatowego Urzędu Skarbowego – 35 km w jedną stronę). W poczekalni – stosy papierków formatu A-5 pod tytułem “Podanie o wydanie zaświadczenia”. No dobra, jeden papierek na jedną osobę, a jakże, każdy ma swój. Potem odstaliśmy chwilę w kolejce do okienka. Pani zgrabnie przeczytała, dowody osobiste zresztą, okazaliśmy, że my – to my. Pani klepnęła w komputer, wyświetliła kartotekę osobistą zresztą, cyknęła “drukuj” i poszło…po dwie kartki formatu A-4 na głowę. W sumie jedno zaświadczenie kosztuje dwie i pół kartki papieru formatu A-4! Z tych wydrukowanych – jedna, po złożeniu przez delikwenta podpisu, że “otrzymał” zostaje w Urzędzie!
To ja się grzecznie i spokojnie pytam – po jaką cholerę te komputery na każdym stanowisku?
Teraz dalej – komplet formularzy wypełnianych co roku (takie same) to jest kilkanaście stron formatu A-4! Czy my żyjemy w Kanadzie, a może w Finlandii? Tam podobno lasów nie brakuje, a w Polsce – raczej ich ubywa.
Nie rozumiem tego wszystkiego, w skarbówce komputery istnieją, w ośrodkach, które użytkują informacje “składowane” w skarbówce – również, to po jaką chorobę delikwent musi ganiać i psuć papier? Czy może mi ktoś tą paranoję objaśnić? Czy stworzenie sieci przesyłu informacji przekracza możliwości informatyczne w Polsce (nie tylko) D? A jeśli w mojej sytuacji nie zaszły zmiany (“pod odpowiedzialnością karną”) – to po kiego grzyba wypełniam te formularze?
Taa, Polska to dziwny kraj…




„Z powodu informatyzacji urzędu, petenci obsługiwani będą WOLNIEJ. Przepraszamy.”
Hi, dobre!
Ponoć autentyk.