Nudziło nam się…
No to przestało. Mamy w stodole siano na zimę, normalka. Część tegoż jest z pierwszego, upalnego pokosu. Następne – niestety, już nie. No i zaczęło nam dostarczać skoków adrenaliny. Przy jakiejś tam okazji wsadziłam rękę w środek tego kłębka (tak mniej więcej 600 – 700 kg ustawione w piramidkę) i … prawie mnie oparzyło! Zrzuciliśmy z piętra, rozcieliśmy i strach nas obleciał, co by było, gdyby… Co by było, to wiadomo, stodoła drewniana, 200 m kw. sucha, dobrze by się paliło.
Przegląd reszty (12 szt) wykazał, że tylko 5 nadaje się do zostawienia w stodole bez obowiązku pełnienia dyżurów nocnych. Na szczęście ta partia nie była jeszcze zapłacona, wizyta u producenta – i zabrał te kociołki. Nawet nie protestował, myślę, że wiedział, co jest grane. W sumie – pretensji do człowieka nie mam, tyle, że psia krwia, siana będzie trochę skromnie. A, tam, może na wiosnę znowu będą prosić o wzięcie…
To tak tym dedykuję, co uważają, że na wsi to tylko nieroby, naciągacze i wogóle, zabrać dopłaty i podwyższyć KRUS. Zaprosiłabym do zrzucania i przetaczania takiej beli (my robiliśmy to w dwie baby i mój ślubny), w stresie, co w środku.




Podoba mi się tego typu język. Bez owijania w bawełnę. A wracając do tematu – łaaadną pochodnię byście mieli koło domu.
Tylko stodołę znowu budować – ech, mało fajnie. Cóż, są ludzie i parapety, cieszcie się że uwzględnili zwrot, bo nieraz są i tacy bezczele. Pozdrawiam.
Coś Ty, takich stodół, jak “te Szwaby”, to już teraz nikt nie umiał by postawić! Ona stoi 70 lat i ma się dobrze, jeszcze z bocianim gniazdem na kalenicy. Kryta “szwabskimi” dachówkami – wytrzymują każdy śnieg, grad, wiatr i takie inne.