Święta i po…
nich już. I dobrze, bo nie pamiętam tak złych, jak te ostatnie. Zajączków nie było, pisanki zjedliśmy w żurku, jakoś przetrwaliśmy.
Kryzys jest i chyba długo u mnie jeszcze będzie. Siedzę przed ekranem, piszę oferty wszędzie, gdzie tylko widzę szansę, że jestem w stanie to zrobić, albo wiem, że mogę otrzymać pomoc od zaprzyjaźnionego człowieka. I nic. Ćwiczę stawianie strony na Joomli – bo mam zrobić dla pewnej miłej pani takie coś w trzech językach. Projekt z małego zrobił się całkiem duży, ale kasa za to będzie mała i też nie wiadomo, kiedy, bo to po znajomości. W dodatku ta osoba bywa mocno pomocna mojej Starszej, która dalej siedzi za zachodnią granicą. Starsza – cóż, nie będę tu się na ten temat rozpisywać, rzadko się z domem kontaktuje, żyje, jak chce, w końcu jest dorosła.
A ja jestem zmęczona. Zmęczona ciągłym stresem, myśleniem co i jak załatwić, żeby nie pogorszyć sytuacji, która i tak jest zła.
Na pocieszenie napiszę, że dostałam właśnie fakturę z TP, w której to umieszczono 10 rozmów na kwotę 224 PLN – bez specyfikacji. A ja mam telefon stacjonarny zawieszony do końca roku i nigdy, jak długo mam w ogóle telefon, nie miałam takich rachunków. Wysłałam reklamację z panelu klienta na stronie TP. I wiecie co? W ciągu dwóch godzin sprawa została załatwiona! Okazało się, że ktoś tam wliczył w tą fakturę koszt utrzymania linii do końca roku – nie pytając mnie, czy ja tak sobie życzę. A przecież w każdej chwili mam prawo “odwiesić” ten telefon. W każdym razie – faktura zjechała o 171 PLN. Pod względem traktowania klienta zaczyna TP mnie pozytywnie zaskakiwać.
I to tyle pozytywów, negatywów mam znacznie więcej, niestety…
O nie, przepraszam, jeszcze jedno dobre wydarzenie:
Moja Młodsza pisała wczoraj testy kończące podstawówkę i wychodzi, że napisała je bardzo dobrze!
I tym pozytywem kończę moje narzekanie dzisiejsze.



