O mnie i moje prace
Ano:
Urodziłam się jakieś pół wieku temu, w wielkim mieście, na wsi to bywałam na wakacjach. Mam dwie wspaniałe dziewczyny, jedna ma 26 lat, druga 11 z kawałkiem.
Wiele przyczyn złożyło się na to, że opuściliśmy Wielkie Miasto. Zdrowotne, finansowe, różne – no i chcieliśmy spełnić marzenia o koniach, ciszy i spokoju.
Wykształcenie: takie sobie – matura w ogólniaku, co prawda, za czasów, kiedy na maturze wymagało się własnego myślenia, a nie wypelniania testów i znajomości obowiązujących w danym roku trendów odpowiedzi…
Wiele lat pracy, nawet na stanowiskach, hmm, kierowniczych. Później – jakaś tam własna działalność, trochę wędrówek po rynkach granicznych z “wrogimi” Niemcami. A w końcu – drugie dziecko i konieczność zmiany dotychczasowego życia. Cóż, czasem dzieci nie rodzą się idealne…
P.S. Kiedyś Wam powiem, dlaczego taki obrazek…





Dziwnie to zabrzmiało. Jakby ktokolwiek rodził się „idealnym”. A dziecko… ? Bywa. Zależy jak kto do tego podchodzi. Ja mam to głęboko i z kokardką, że mogę czasem pozazdrościć kump(e)lom dowidzenia numeru autobusu pięćdziesiąt metrów zanim mnie uda się odróżnić światła. Gdybym wyznawał „ideologię” (cokolwiek…) emo, ludzie wokół mnie znienawidziliby mojej czarnej wannabe metal osoby. A tak jest wesoło. Na rowerze też nie umieim jeździć, co najwyżej gdybym kiedyś u Was zawitał to mógłbym się trudnić głaskaniem źrebaków w Waszych stajniach, ewentualnie przejażdżką po lesie na grzbiecie dorosłego osobnika. Niefajnie jest mieć przywary, ale jeszcze mniej fajnie jest sie nimi przesadnie przejmować. Po co się ograniczać? „Dobrze zrobiony” ma być sprzęt, człowiek ma być dobrze myślący.
I jeszcze jedna wprost z życia wzieta historia:
część 1, część 2, część 3.
…i jeszcze ku pokrzepieniu serc.
PS: Kurde, zwróciłem uwagę na jedno małe zdanko, a wylazł dość długi koment… i żeby nie było niedomówień – tymże chciałem raczej przedstawić mój sposób postrzegania siebie, nie narzucać cokolwiek komukolwiek. Tym niemniej widzę różnicę sprzed procesu mojego uczłowieczenia a tym, co jest teraz.
Pozdrawiam.
Kozlov: Oczywiście, masz rację. I wcale nie chodzi o rozczulanie się. Wrecz przeciwnie. Chodziło mi o wpływ różnych zdarzeń na to, co się z nami dzieje ( “z nami” – nie tylko w odniesieniu do mojej familii), o konieczność dostosowania się do innego życia.
A tak nawiasem, czy chcesz mi powiedzieć, że ten brak idealności nie miał żadnego wpływu na Twoje życie? Doskonale rozumiem, że masz to gdzieś, ale czy zawsze tak było? Na ile musiałeś utworzyć pancerz?
Lubię prowokować…
Nie, i dlatego teraz widzę kolosalną różnicę. Nie jest to może „niebo a ziemia”, raczej „pod chmurami”, ale zawsze to coś. Poza tym nikt nie zabroni mi wznieść się jeszcze wyżej.
No, i właśnie o to chodzi, nikt Ci nie zabroni. I takie odczucia chcę wykształcić u Młodszej… Trudno, na tu i teraz muszę troszkę ją popychać, ale już jest lepiej. A tego bloga nie czyta.
No nie wiem. I ja, i Robert mamy obydwa na sidebarach, tamtędy może zajrzy. Nevermind.
No to trochę prawdy poczyta, nic strasznego, o czym by nie wiedziała.