Skip to content

Na emigracji – Francja !

Październik 17, 2015

Po pierwsze primo – w moim zawodowym i prywatnym życiu czas biegnie bardzo szybko, dlatego wpisów nie tak wiele.

W zawodowym – powoli, bo powoli, z przyczyn ode mnie niezależnych, interes się rozwija. „Dobrałam” jeszcze jeden sposób na dodatkowy zarobek, być może coś z tego będzie, o ile Polacy, pracujący w DE zaczną myśleć o tym, że nie zawsze będą zdrowi i nic się nie stanie:

Ubezpieczenia w DE

A teraz skrót myślowy do Francji:

Mój szwajcarski gospodarz, u którego gościłam we wrześniu, miał urodziny. W ubiegłym roku nie były obchodzone z uwagi na ciężki stan jego żony (opiekowałam się Moniką do końca).

W tym roku akurat byłam na miejscu i zostałam zaproszona na 3-dniowy wyjazd urodzinowy z całą rodzina na objazd winnic w Burgundii !!

Wrażeń było tak wiele, że zawrót głowy do dziś mam, wina były różniste, nie wszystkie super, ale kilka przedniej jakości, a piwnic z degustacją było multum. Program wypełniony na full, żadnego „czasu wolnego”.

Podróżowaliśmy autokarem klasy VIP:

autokar

 

Zwiedziliśmy Koenigliche Saline w Arc-et-Senans i tamże był wspaniały obiad:

salina

obiad

Ta osoba płci żeńskiej – to ja.

 

Jedna ze zwiedzanych piwnic z degustacją:

piwnica

 

A tu pierwszy raz w życiu testowałam absynt, knajpka typowa, w środku siedzieli panowie żywcem z francuskich filmów, każdy ze szklaneczką absyntu:

absynt

 

Zdjęcia nie pierwszej jakości, bo ja robię tym, co mam, czyli komórką, ale są. Innych atrakcji było wiele. Kuchnia francuska – hmmm, osobny temat, za czas jakiś napiszę.

Na emigracji – słuchając „The Black Gospel Pearls”…

Maj 26, 2015

Ten album, 2 CD dostałam dziś w prezencie pożegnalnym (plus płyta Guitarra Espanola – Pasion Latina), od pewnego ojca z zakonu Dominikanów. Nie jestem osobą wierzącą, o.Bruno o tym wie, ale tak sobie pomyślałam, że gdyby w PL było więcej takich, może by nasz kraj inaczej wyglądał, może byłoby więcej mądrych ludzi, kto wie … O.Bruno ma już 83 lata, mieszka sam w pięknej willi – nie, nie jest jego własnością, należy do Braci Dominikanów. To jest kolega szkolny p. Moniki, mojej zmarłej PDP. Trzy razy w tygodniu bywałam u niego, ogarniałam dom, no i obiadki tworzyłam. Zawsze po obiedzie była co najmniej godzinna dyskusja na przeróżne tematy. Pierwsza osoba duchowna, która na samym początku spytała mnie, czy jego krótka, cicha modlitwa przed posiłkiem nie będzie mi przeszkadzała. Cicha, ale słowa słyszałam – za każdym razem dziękował za moją pracę, tak, jak na uroczystości kościelnej po śmierci p. Moniki bardzo głośno i wyraźnie dziękował mi za opiekę do końca. Tekst, który wtedy wygłosił mam na pamiątkę.

W niedzielę i wczoraj – tu było święto – spędziłam na spotkaniach z różnymi, poznanymi tu osobami. Większość z nich to ludzie już starzy, koleżanki p. Moniki, Jej byłe klientki. Miło było, naprawdę, pewna starsza pani upiekła specjalnie dla mnie ciasto, a że ma duże problemy w poruszaniu się – to naprawdę duży wyczyn, w dodatku sama nie może słodyczy – ostra cukrzyca.

Wczoraj też byłam na obiedzie, który przekształcił się w późną kolację z nieco młodszą gałęzią rodu. Przy butelce świetnego wina padły następne propozycje wpółpracy. „Młodsze pokolenie” rodziny w osobie siostrzenicy mojego gospodarza stało się z dnia na dzień „head-hunterem” !

I zaczynamy polowanie, co prawda ani ja, ani ona nie pochodzimy z rodu myśliwych na literkę „K” (nie mam nic przeciwko przywódcy tego rodu i baaardzo mnie smucą ostatnie fakty), polowanie bez czasu ochronnego. Będziemy tropić nie tylko opiekunki, ale i nasze pielęgniarki. Aaaale, pod ostrzałem znajdą się egzemplarze „wyeksportowane”, czyli też takie, które pracują, bądź pracowały w DE i mogą to udokumentować – mowa o pielęgniarkach. Dlaczego? Z prostej przyczyny – szpitale czekają na pracownikłów i nie chcą osób, które dopiero będą się uczyć języka. Chcą mieć fachowców w pełnym tego słowa znaczeniu i od już, a nie za rok  (tyle mniej więcej trwa kurs na poziom B2).

Nagonka dotyczy szwajcarskich kantonów niemieckojęzycznych.

Cóż, nasze pielęgniarki pracujące w DE zarabiają o niebo lepiej, niż w PL, to prawda, ale zarobki, jakie oferują tutejsze szpitale zaczynają się od 6.300 franków szwajcarskich miesiecznie, co przy obecnym kursie daje ok. 6.000 euro (słownie: sześć tysięcy euro miesięcznie). Większość placówek ma w posiadaniu domy, w których są mieszkania lub pokoje, jeśli nie – szpitale pomagają znaleźć coś w przyzwoitych cenach.

Czy coś z tego będę miała? Oczywiście, ale nie kosztem „upolowanych”, tak samo, jak zadowalam się niewielkim zyskiem przy kontraktach z opiekunkami – również to nie opiekunki są obciążane moją prowizją.

Układ jest  jasny i konkretny, tak samo, jak ludzie, z którymi współpracuję !

I tyle kazania na dzień dzisiejszy, mam nadzieję, ze dokumenty, na które czekam (list z DE), dojdą, bo ręce mnie do pakowania swędzą, a najpierw muszę swoje biuro w walizę upchnąć …

 

 

Na emigracji – czas się pakować…

Maj 24, 2015
m-682x1024

No, etap pod tytułem „Szwajcaria” dobiega powoli końca.

Drugiego czerwca nastąpi wiekopomna chwila – wyjazd do DE. Z przerażeniem patrzę na mój stan posiadania. Minęły dwa lata i tak jakoś dużo mi się wszystkiego zrobiło, ale na szczęście, nie muszę od razu zabierać wszystkich swoich gałganków. Myślę, ze w czerwcu wpadnę tu raz jeszcze na weekend i zabiorę resztę.

Jestem bardzo zadowolona z tych dwóch lat, pomimo, iż były też ciężkie chwile. Spotkało mnie tu tak dużo dobrego, poznałam wiele ciekawych osób, zwiedziłam bardzo dużo i ja i Moja Młodsza. Wszystko jednak ma swój kres.

Szwajcaria jest małym, wspaniałym krajem, żyje się tu naprawdę cudownie, pod pewnymi jednak warunkami – ja i moja rodzinka nie jesteśmy jednak w stanie przeskoczyć spraw administracyjnych. A ja powoli mam serdecznie dość bycia we własnym domu gościem, bo tak jest już od 4 lat.

W DE mam już „zdalnie” wynajęty urządzony w pełni pokój z kuchnią i łazienką, wiem, ze właśnie nowa lodówka dla mnie dojechała. Wszystko dzięki jednej, wspaniałej osobie – ma na imię Iwona. Perspektywy są bardzo interesujące, mam już pierwszy kontrakt w DE podpisany, mam gdzie mieszkać i oby wszystkie plany, które mam w głowie, wyszły, a wiem, że jak muszę – to mogę. Plan docelowy – w przyszłym roku obejmiemy mieszkanie piętro wyżej i będziemy wreszcie razem !

Miejscowość, do której jadę to miasteczko ok. 15 tys. mieszkańców, oprócz pięknych krajobrazów i ciekawych, starych budynków, ma jeszcze jedną zaletę – 25 minut S-Bahnem do Stuttgartu, czyli prawie wracam na „stare śmieci”, tylko jakby z drugiej strony.

Stuttgart – z tym miastem Moja Młodsza wiąże swoje plany – germanistyka na tamtejszym uniwerku, a dla mnie to możliwość odwiedzania Zurichu, to tylko 3 godziny jazdy. Pozwoli mi to na pilnowanie w dalszym ciągu interesów w Szwajcarii.

Niedziela i poniedziałek to tutaj dni swiąteczne, dla mnie zaś dwa dni pożegnalnych spotkań ze wszystkimi poznanymi tu ludźmi, a nawet nie przypuszczałam, ze tak wiele osób chce sie ze mną przed moim wyjazdem spotkać. Czuję się naprawdę mile zaskoczona !

Na emigracji – winny dokształt

Marzec 29, 2015

Hmm,  pewnie prawe opiekunki bardzo sie oburzą na mój wpis … Trudno, ja jestem, jakby tu powiedzieć,  całkiem dorosła, a w dodatku teraz nie jestem już  opiekunką, tylko właściwie, no właściwie, to nie wiem, powiedzmy, że pomocą domową. Moja praca polega teraz na byciu tutaj, ogarnianiu mieszkania, zakupy, gotowanie.

W tak zwanym międzyczasie i przy okazji bywania w gościach wraz z moim gospodarzem testuję różne wina, od razu mówię, ze tylko i wyłącznie czerwone i wytrawne. W PL za bardzo nie ma co testować, niestety …

Pochwalić się muszę, wykryłam całkiem przypadkiem fantastyczne wino, Eximius Primitivo di Manduria. Jadąc do PL na Boże Narodzenie nabylam butelkę owego wina, rocznik 2010, DOCG. Jeny, tak wspaniałego wina nie pamietam, łagodne w przełyku, piękny bukiet, wspaniały, głęboki kolor. Wino takie jakby oliwne, ale swoją czarodziejską moc posiadające. Chciałam teraz kupić znowu ten gatunek, niestety, chyba rocznik sie skończył. Jest dostępny rocznik 2011, DOP Riserva, nabyłam, przetestowałam wraz z moim gospodarzem. Jest też dobre, ale to już nie to, niestety… Ale mój gospodarz, nie ukrywam, że znawca win, orzekł, iż jest super dobre. Szkoda, że nie było mu dane wcześniejszego rocznika posmakować …  Dla zainteresowanych link:

https://www.mondovino.ch/Rotwein/Italien/Apulien/Eximius-Primitivo-di-Manduria-DOP-Riserva/P1011486002?s=C

 

Tym razem będę wiozła do domu cztery butelki, a to:

1.  Wspomniane wyżej Primitivo 2011

2. Amarone della Valpolicella DOCG 2010

3. Singularis 2011 – wino niedostępne w sprzedaży, szwajcarskie, AOC Valis, prezent od znajomego duchownego,

4. No i coś całkiem specjalnego – Pommard 1-er Cru, rocznik 2009 !

 

Muszę przyznać, że wina Amarone sa, tak jak i Primitivo bardzo różne. Można kupić Primitivo już za ok. 20 CHF, ale … ono faktycznie jest prymitywne. Tak samo Amaroni, niestety, to dobre, mające swój charakter i moc – kosztują powyżej 30 CHF. A i tak nie są to wina z wysokiej półki. Może będzie mi kiedyś dane testować te, które plasują się naprawdę wysoko. A ceny tak mniej więcej od 300 CHF za butelkę sie kształtują. Tak, czy siak, wolę raz kiedyś wypić lampkę dobrego, wytrawnego i w dodatku czerwonego wina, niż jakiś tam trunek zwykły z procentami.

No i po co o tym piszę? To jest jedna ze stron, które zaliczam „in plus” w mojej emigracji, nauczyłam sie win, może nie dogłębnie, ale już wiem, jakie lubię, jakie są dobre, z jakiego kraju mi akurat odpowiadają i co w nich jest takiego, że można się rozsmakować. To jest jedna ze stron, które wpisuję jako korzyść z moich wyjazdów.

No, żeby nie było tak całkiem alkoholowo, to jeszcze na „zaś” temat: nowa wystawa w Kunsthaus, którą oczywiście obejrzałam dokładnie. Wystawa pod tytułem „Japońskie inspiracje”, a dotyczy to późnego wieku XIX, prace tak wspaniałych artystów, jak Monet, Manet, Picasso, Degas i mój ukochany Van Gogh. Ale o tym następnym razem …

 

 

Na emigracji – czyli za to też mi płacą!

Marzec 13, 2015
tic

Tak, tak, praca opiekunki to nie tylko siedzenie murem z pacjentem, ma się też czas wolny. Ile i co można z tymże czasem zrobić – a to już zależy od miejsca „odsiadki”, jak ja to nazywam.

Rok 2013 był inny – były wspólne wyjazdy z moja podopieczną. Niestety, ten czas się skończył, co nie oznacza, że ja i moja Młodsza przestałysmy kursować po Szwajcarii !

W czasie ostatniego lata (2014) moja Mlodsza byla tu ze mną. No i nie miałyśmy przez miesiąc dnia bez atrakcji.

Turę wycieczek rozpoczęło zwiedzanie Polskiego Muzem w Rapperswil. W tym to „zamczysku” ma ono swoją siedzibę:

pm

Pogoda była, jak widać. Gorąco … Całe szczęście, że w jedną stronę płynęłyśmy stateczkiem przez jezioro !

Następna wycieczka to wodospad w Rheinfall. Piękne miejsce, ale do zwiedzania tylko latem, mokro !

rein1

rein2

 

Z poziomu wody wystartowałyśmy w dalszą podróż, na szczyt Schilthorn, tam, gdzie był kręcony jeden z odcinków Bonda. Nie da się ukryć, ze „bondomania” na tym szczycie jest wszechobecna, łącznie z plastikową postacią tegoż. A jakże, też nabyłyśmy coś tam, akuracik udało nam się znaleźć duuuże kubki do herbaty, hmm, bez Bonda, za to ze szczytami alpejskimi. Ale mam jedno zażalenie – niestety, pogoda, jak to w wysokich górach, zbytnio nie dopisała, było dużo mgły i nie udało nam się dostrzec nawet zarysu Jungfrau:

kruk

schil1

schil2

schil3

Pierwsze zdjęcie to kruk alpejski, baaardzo przyjacielskie ptaszydła, wdziecznie ustawiały się do zdjęć ale nie za darmo ! Bardzo chętnie w zamian przyjmowały dary żywnościowe.

Dwa dalsze zdjęcia to „naleśnik” na szczycie Schithorn. Jest tam restauracja, bistro, sklep z pamiątkami. Niestety, jak widać, były chwile, że siedziałyśmy na tyłkach, jak w mleku, a za chwilę trochę słońca.

Po zjechaniu kolekami w dół (są trzy stacje przesiadkowe), dwóch, czy trzech dniach odpoczynku w Zurichu – następna wyprawa – wyjazd Bernina Express. To była już dłuższa sprawa …

Hmm, jestem z natury dość leniwa, więc nie będę sama wszystkich drobiazgów wypisywać, zacytuję „fachowy” opis (https://www.rhb.ch/pl/panoramic-trains/bernina-express):

Jedna z najbardziej spektakularnych podróży przez Alpy: Bernina Express, którego trasa biegnie z Chur przez St. Moritz do Tirano, łączy różniące się pod względem języka i kultury regiony – wijącą się linią i bez wykorzystywania napędu zębatego. Panoramiczna podróż wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO Koleją Retycką to prawdziwa przyjemność.

W górę do mieniących się lodowcami gór, w dół do rajskiej Italii porośniętej palmami: Bernina Express, najwyżej położona linia kolejowa, łączy przez Alpy Północ i Południe Europy i tworzy most między językami i kulturami różnych regionów.

I to w jedyny w swoim rodzaju sposób: trasa kolejowa harmonijnie wtapia się w górski krajobraz pasm Albula i Bernina. Pociąg pokonuje z łatwością 55 tuneli, 196 mostów i wzniesień o nachyleniu do 70 promili. Na wysokości 2253 m n.p.m. wznosi się najwyższy punkt kolei retyckiej, Ospizio Bernina. To tutaj przyjemność z obcowania z przyrodą łączy się z przeżyciem kulturowym, zapewniając najpiękniejsze alpejskie doświadczenia. Trasa na odcinku Thusis – Tirano jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Znak rozpoznawczy.

Więcej italianità: Bernina Express Bus zapewnia wygodny transport z Tirano do Lugano. W Tirano rozpoczyna się podróż przez malowniczy region Valtellina, włoską dolinę słynącą z win. Podczas podróży brzegiem jeziora Como można podziwiać malownicze zatoki i idylliczne wioski rybackie. Wąskie uliczki nad brzegiem jeziora Lugano towarzyszą nam do Szwajcarii i naszej stacji docelowej – Lugano.

I znowu miałyśmy pecha, pogoda po szwajcarskiej stronie była do d….y, rozpogodziło się dopiero, jak pociag zjeżdżał już w dół, w kierunku Italii. Ale udało mi się dostrzec chociaż jeden lodowiec !

lodowiec

ber2

Wspaniała trasa, szkoda, że tak mało mogłam zobaczyć, padał deszcz.

Ale za to po wloskiej stronie:

tic

W życiu takiej wielkiej ale na szczęście cienkiej, pizzy nie jadłam ! Pycha! To było w Tirano. Po szoku smakowym dalsza część podróży – autokar Bernina Express Bus do Lugano.

Wieczorem, padnięte dotarłyśmy do hotelu Villa Selva. Mały, urządzony ze smakiem, w starej willi, tylko trzy gwiazdki, za to czyściutki, świetna kuchnia i cicho.

Po spędzonej baaardzo spokojnie nocy – dalsza trasa. Z Lugano do Lucern, zwiedzanie starej części tego pięknego miasta i bardzo późnym wieczorem powrót do Zurichu.

Lucern:

ber1

lucern2

lucern1

Tak, praca opiekunki (czasami) do lekkich, łatwych i przyjemnych nie należy … To oczywiście żart !

 

Emigracja – nowy etap

Luty 26, 2015
ja6

Tak, tak, wiem, nie było mnie tu baaardzo długo, ale w moim życiu, że tak powiem, zawodowym, działo się naprawdę dużo.

Od prawie dwóch lat jestem w tym samym, pięknym Zurichu. Powoli widać nadchodzącą wiosnę, w ogródkach już pierwsze kwiatki widać.

A co u mnie?

Wielkie zmiany.

Moja podopieczna, p. Monika była chora na Alzheimera, piszę „była”, ponieważ w grudniu 2014 roku przestała cierpieć, odeszła w spokoju. Ja, po świątecznym urlopie – wrócilam na „stare śmiecie”. Jestem teraz bardziej do towarzystwa, niż do opieki, ponieważ p. Werner jest zupełnie sprawny, tyle, że do pewnych spraw, w tym prowadzenie jako takiego „domu” – całkiem nieprzystosowany. Zwyczajnie – ma dwie lewe ręce do wszelkich prac domowych. No i dobrze, tym sposobem mam miejsce pracy, jestem jakby „półgościem” z wysokim uposażeniem.

Wracam do pisania bloga. Będzie może ciekawie, może nerwowo, bo zaczynam oswajać się z moją nową, w tej chwili dodatkową, a docelowo – główną działalnością.

Zaczynam działać jako pośredniczka między rodzinami, a opiekunkami. Ha, już widzę te krzyki – następna naciągaczka, do pracy „na czarno”, haracze i tak dalej.

A i otóż nie !

Mam do swojej niemieckiej działalności dopisany następny punkt – więc działam legalnie i to na terenie tak Niemiec, jak i Szwajcarii, podatek od tejże działalności będę płacić, ino, że nie w Polsce, a za pośrednictwo opiekunki nie będą NIC płacić ! Taka jestem !

Kończę tworzyć swoje strony internetowe, jedna czeka na przekierowanie domeny, drugą mam na warsztacie. Niebawem podam tu adres strony.

A co widziałam w czasie, kiedy mnie tu nie było?

Opiszę następnym razem, no fotki wstawię, obiecuję, m.in. ze wspaniałej wycieczki z moją Młodszą na szczyt Shilthorn, gdzie był kręcony jeden z Bondów, z Lucerny, z wycieczki Bernina-Express …

Oj, było tego sporo !

 

Na emigracji – Murten

Lipiec 13, 2013
tags:

Jako, ze moja „odsiadka” to nie tylko praca:

Wczoraj bylismy z moimi „chlebodawcami” na spotkaniu rodzinnym. Nie byloby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, gdzie owo spotkanie sie odbylo. Otoz w cudownej pieknosci miasteczku o nazwie Murten. Ciekawskich zapraszam do Wiki: http://en.wikipedia.org/wiki/Murten

Dosc powiedziec, ze miasteczko ma ok. 1000-letnia historie. A zamek, ktorego fragment na fotce widac liczy sobie ok. 500 lat istnienia i nalezal do rodziny Savoy. Miasteczko lezy blisko granicy francuskiej, w zachodniej czesci Szwajcarii – teren francuskojezyczny. Milo slyszec na powitanie w tawernie, czy sklepie „bonne journee”, zamiast Guten Tag …

Oprocz widokow, trzech jezior (potocznie te okolice nazywane sa po prostu „Trzy jeziora”), okolica slynie z produkcji win. O smaku czerwonego wina mialam okazje przekonac sie podczas obiadu. Warto bylo, nie oszukane, bez zadnych siarczanych dodatkow, moze nie znam sie tak bardzo na trunkach, ale naprawde bardzo mi smakowalo. Niezbyt wytrawne, raczej polslodkie, lekkie i takie … mniam …

Kilka fotek:

A0727

A0726

A0729

A0734 A0753

A0756

 

Co jeszcze – powiem tak, ze w DE jest mnostwo starych miasteczek, wsi utrzymanych wzorowo, a jednak to nie to … Teraz uwazam, ze te niemieckie, pocztowkowe krajobrazy sa takie troche jak dawna Cepelia, niby wszystko pieknie odnowione, posprzatane, nawet czesto widac mieszkancow w starych strojach, a jednak czegos brak. Wiem juz czego – duszy, nastroju ! W Murten kipi zycie, w kafejkach cale gromady na francuskim sniadaniu – typowe rogaliki i wielkie kubki kawy, ludzie sie smieja, gadaja, brak tej typowej dla Niemcow sztywnosci, co zreszta i w Zurichu odczuwam, totalny, pelny luz.

Tak mysle, ze gdyby to bylo realne, to wybralabym Szwajcarie na teren do zycia i bycia. Taa, pomarzyc dobra sprawa … A jeszcze nie bylam w Holandii, we Francji …