Przeskocz do treści

Kolejny plus emigracji

Wrzesień 20, 2018

Wczoraj przyszło rozliczenie zużycia energii elektrycznej za 12 miesięcy.

Stracha miałam jak diabli, bo u nas pralka działa prawie każdego dnia, bywa, że dwa razy dziennie, do tego suszarka, płyta kuchenna i piekarnik na prąd i no i parę pomniejszych jeszcze urządzeń. Jak zgłaszałam się do dostawcy prądu, podałam stan dwie dorosłe osoby plus dziecko, żeby uniknąć przykrego obowiązku dopłaty po rozliczeniu, a tu super miła niespodzianka – mam nadpłatę i to dość sporą, ponad 300 eurasków ! Mój dostawca dostarcza energię tylko i wyłącznie „z wody”, nie jest to najtańsza oferta w moim mieście. Ale poprzednia właścicielka mieszkania miała z nimi umowę i już miałam dość różnych „załatwiań”, zostałam.

Dlaczego o tym piszę ? Ano w PL, ledwo rok temu, płaciliśmy więcej ! Teraz znowu chodzą słuchy o nadchodzących podwyżkach cen prądu w PL, więc mam kolejny argument – oczywiście na własny użytek – za emigracją. W ciągu ostatnich 12 miesięcy płaciłam 115 EUR miesięcznie, teraz będzie mniej, 94 EUR. I teraz, porównując siłę nabywczą EUR i złotówki, oraz wysokość zarobków, to kto ma lepiej?

A swoją drogą, jak czas szybko mija, już rok jesteśmy w DE, cały rok !

Szczerze mówiąc, na razie minus widzę jeden – biuro, zajmujące się rozliczeniami budynku, w którym mam mieszkanie od trzech miesięcy nie może się połapać z rozumem i wyliczyć wreszcie, a co najważniejsze – przesłać na konto – nadpłatę tak zwanego Hausgeld, czyli koszty utrzymania budynku i opłaty wspólne. Wiem, że mam nadpłatę, wysokość na razie „płynna”, bo jest to niesamowicie „trudne” do policzenia ile jest dla mnie, a ile ma poprzednia właścicielka dopłacić, bo w gruncie o to właśnie chodzi.

Nic, dam radę, ja potrafię to wyliczyć, co się odwlecze, to nie zginie !

Reklamy

Instagram, cd

Wrzesień 11, 2018

Obiecałam, że napiszę, czym się afera instagramowa skończyła. Niczym !!!!

Tysiące ludzi pisze o kradzieży kont wszędzie, gdzie tylko mogą. Na stronie „reklamowej” Instagrama na FB też. NIKT nie dostał żadnej odpowiedzi, oczywiście oprócz botowych, zdawkowych maili.

Jedynym efektem starań Młodszej jest to, że ukradziona strona zniknęła.

Taki sam obrazek widniał wtedy, gdy Młodsza była właścicielką prac tam umieszczonych. Teraz biedna ma ciężkie zadanie, bo się zawzięła i na nowej stronie odbudowuje wszystko od początku. Jasne, że wszystkiego się nie da, ale chociaż trochę.

Policja się wypięła, zdaje się, że nie ma nikt pomysłu na uporządkowanie tego bałaganu. Szkoda ludzi, którzy wkładają swój czas w coś, co w założeniu ma pomagać kontaktom. Nie mówię tu o właścicielach tej platformy, ale o tych wszystkich, którzy tworzą swoją obecnością ową społeczność. A ta społeczność ma to do siebie, że łączy czasami tych, którzy tego bardzo potrzebują.

Liczyłyśmy na większy oddźwięk, jakąś reakcję właścicieli, ale widać nie stać ich na to. I tyle w tym temacie.

Instagram, czyli „mamy was gdzieś”

Wrzesień 6, 2018

Dziś mam nerwy, a właściwie to już od początku tygodnia mnie trzęsie.

Że platformy społecznościowe są potrzebne, to wiem, że nie tylko prywatnie – to też wiem. Że potentatem jest sławetny Instagram – to też do mnie dotarło, w końcu to ponad miliard ludzi tworzy różności i nie tylko są to sweet-focie, ale i kontakty biznesowe, reklamowe, a i też zwykłe, międzyludzkie.

I o co mi biega? Ano o to, że jak ktoś stworzył tego molocha, mało tego, jest to jedna organizacja wraz z Facebookiem, to, cholera jasna, ma zasrany obowiązek dbać o bezpieczeństwo użytkowników, bo to w końcu oni są motorem napędzającym konta bankowe właścicieli tych platform.

Co się dzieje? Ano od ponad roku konta na Instagramie są systematycznie kradzione. W sposób, który jest zupełnie niezrozumiały w obecnej cyberprzestrzeni.

W poniedziałek moja Młodsza popadła w rozpacz. Ma konto na Instagramie, ma tam swoje własne, autorskie grafiki, projekty, zdjęcia, ma tam kontakty z ludźmi o podobnych problemach zdrowotnych – wiele z tych osób wspierało Młodszą w ciężkich chwilach, ma – a właściwie MIAŁA. Jakaś menda, chyba ruska, ukradła konto.

Jak to możliwe? Ano, Instagram ma w duuużym poważaniu bezpieczeństwo danych, jak się okazuje. Mają takie „super” zabezpieczenia, że można się im włamać do bazy danych (!), tam, gdzie są zapisane dane osobowe, adres mailowy, hasło, nazwa użytkownika. I co? Ano, taki sk….syn zmienia nazwę użytkownika, adres mailowy i …. już. NIE ma żadnego meldunku z Instagrama że proszą o potwierdzenie zmian ! No bo jak ktoś gmera bezpośrednio w bazie danych, to jest jasne.

Teraz tak zwana „pomoc” Instagramu. Owszem, można wysłać zgłoszenie, ale kod jest wysyłany na ten podmieniony mail ! Wiec „pisz na Berdyczów”. Udowodnić można, że konto zostało ukradzione, bo na lustrzanych serwerach jeszcze jest Młodszej strona z właściwym nickiem. Jeszcze nie zostały usunięte zdjęcia Młodszej, po których można dokonać identyfikacji, alleee …. można też pisać tysiąc razy zgłoszenia, na wszelkie, z trudem zdobywane kontakty, a tak zwana pomoc milczy.

Mamy porobione screeny, od samego początku, wszystkie zmiany są udokumentowane i co ???

Dzisiaj Młodsza wysmarowała epistołę na FB – Instagram, https://www.facebook.com/InstagramDeutsch/?brand_redir=367152833370567

Wpis Młodszej jest pierwszym komentarzem pod wpisem z dnia 3 września 2018, a tylko pod tym postem jest ich 137, wszystkie dotyczą kradzieży kont. Pod każdym postem, wstawionym przez Instagram, jest to samo, od dawna !

Jakiś facet wręcz proponuje, że „pomoże” nawiązać kontakt z kimś tam w USA i ten „ktoś”, za skromne 600 – 800 erasków sprawę „załatwi”. Tenże „kontakt” – to konto na … Instagramie, oczywista oczywistość. I to się dzieje na oficjalnym profilu Instagramu na FB !

Poszło też zgłoszenie na policję i do Bild.de .

Nie wiem, co z tego wyniknie, na razie Młodsza dostała maila z Instagramu, że proszą o odpowiedź z tego konta pocztowego, które zostało podmienione, wysłała, wraz ze swoim zdjęciem, nota bene robiła już to parę razy wcześniej.

W tej chwili nad pracami mojej Młodszej widnieje jako fotka profilowa jakaś blondynka rozebrana do majtek, co doprowadza dziewczynę do szału.

Co będzie dalej, to ja jeszcze nie wiem, jedno co wiem, że dziwi mnie, szokuje, jak można być takim idiotą – myślę tu o właścicielach platformy – w czasach RODO i naciskach na ochronę danych i praw autorskich, to się w mojej, być może już starszawej, głowie nie mieści.

Rozwiązaniem sugerowanym przez poszkodowanych jest pozew zbiorowy i mam nadzieję, że do niego dojdzie.

A o wynikach, takich, czy siakich, napiszę, jeśli jakieś będą.

Zaproszenie

Sierpień 10, 2018
tags: ,

No, zostałam upoważniona do zaproszenia wszystkich na kanał vlogowy mojej Młodszej. Wystartowała dopiero dzisiaj, pierwszy filmik jest sondażowy. Młodsza ma wiele tematów w główce, chciałaby nawiązać kontakt z różnymi ludziskami. Począwszy od zdrowia i wymiany doświadczeń z osobami o podobnych problemach, poprzez rysowanie, fotografię do pasji, która ją pochłania zupełnie, czyli tatuaże, nauka ich tworzenia. Jeśli ktoś byłby zainteresowany problemami ze zmianą kraju zamieszkania – a czasami jest ich sporo, chociażby zupełnie inne środowisko – też może co nieco dróg wskazać.

Pierwszy filmik !

A ja muszę się pochwalić następnym tatuażem, co prawda zdjęcie jest tuż po zrobieniu, on jeszcze się goi i niewielkie poprawki Młodsza mi wykona (biały tusz trzeba wzmocnić), ale mnie osobiście on bardzo pasuje. Projekt oczywista oczywistość autorski Młodszej:

 

 

A tak z życia, to wiem, że nie wszystkim się tatuaże podobają, są osoby, które wręcz są przeciw, a ja w skrytości, gdzieś tam na dnie duszy zawsze o tym marzyłam. I nigdy nie realizowałam, bo, a to za mało kasy, a to ważniejsze sprawy i tak dalej. Teraz mam wolną wolę i chociaż „na skraju” (hmm, mam nadzieję, że nie całkiem), mogę poszaleć.

Z frontu medycznego – klinika we Freiburgu czekać będzie aż do 10 września na efekt pierwszego zabiegu, chcą mieć pewność, że metoda przez nich wymyślona zda egzamin. Cóż, trzeba mieć cierpliwość i czekać.

Mój szef w przyszłym tygodniu idzie na pierwszą operację oka, laserem, no, oczywiście, jak zwykle w prywatnej klinice, dobrze, że chociaż na miejscu, a nie gdzieś na drugim końcu Szwajcarii, chociaż ten kraj jest taki mały, że wszędzie blisko.

Moja familia, a właściwie Ślubny został nieco zaskoczony tym, że tutejsze lato to naprawdę gorąca pora roku i nie jest to nic niezwykłego. No, chociaż w tym roku jest lato nieco ponad normę. On trochę musi się do tego przyzwyczaić, bo jednak różnica jest spora. Za to zimą nie mamy już w perspektywie minus 25 stopni !

Zapraszam Was serdecznie na vloga Młodszej, każdy lajk  będzie dla niej motywacją do działania, tu nie chodzi o jakieś tam sprawy finansowe, tylko o nawiązanie kontaktów międzyludzkich – hi, hi, jak to górnolotnie brzmi, Młodsza po prostu garnie się do ludzi, a że w głowie ma więcej, niż może zmieścić, to chce to z siebie wylać, a może komuś okazać wsparcie, ona to potrafi !

No, już po pierwszej operacji

Lipiec 16, 2018

Trochę dłużej trwało, niż było w planach, chociaż właściwie nie aż tak źle.

Młodsza od środy w klinice, miała kroplówki z antybiotykami, ale swędziawki były i seria nie została dokończona. Dzisiaj zaś pierwsze doświadczenie operacyjne. Miała być pełna narkoza, ale na szczęście obyło się bez, wystarczyło nieco ukłuć igłami i już. Całość trwała aż 15 minut ! Jutro moja Młodsza jedzie do domciu ! Zmiany opatrunków w przychodni domowej, albo sama sobie będzie robić.

Z innej beczki.

Jak Wam się podobają ?

Ostatnie zdjęcie to żuczek na łapce Młodszej, pierwsze – to na mojej, straaaszszszny kot, a drugie i trzecie – nietoperek z Black Sabbath – to łapka mojego Ślubnego.

Wszystkie tatuaże zostały wykonane przez moją Młodszą, za pomocą specjalnych, jednorazowych igieł. Niestety, na razie Młodsza nie ma aparatu do tatuaży, czekam na zwrot nadpłaty z rozliczenia rocznego kosztów mieszkania. Nie zawsze mogę od razu wszystko nabyć.

Jej rysunki, wydaje mi się, stworzą bazę do robienia wzorów, a czy zostanie zawodową tatuażystką, to jeszcze nie wiadomo. Droga do tego jest dość długa, w naszym mieście są dwa takie zakłady, tylko nie wiem, czy mają prawo przyjmować uczniów. No i musi zakończyć cykl kliniczny, a ten zapowiada się jeszcze dość długo. W każdym razie służymy teraz, ja i mój Ślubny za tak zwane króliki doświadczalne.

Myślę, że jak na pierwsze – są udane, w planach jest więcej !

 

 

Zdrowie w DE cd.

Lipiec 12, 2018

Hmmm, właśnie moja Młodsza przebywa w następnym niemieckim szpitalu. Jest to szpital kliniczny we Freiburgu. Z naszego domu około godzinki jazdy, jak na wjeździe do miasta nie ma korków. Jedziemy tam piękną drogą przecinającą południowy skraj Schwarzwaldu. Samego miasta na razie nie mieliśmy kiedy zwiedzać, przyjdzie na to czas.

Do rzeczy.

Ponownie jestem wdzięczna losowi za to, że mogliśmy zamieszkać w DE.  Drugi szpital niemiecki, kliniczny, w którym Młodsza stwierdza autorytatywnie, że nie ma porównania do tych, w których musiała przebywać w PL, a zaliczyła ich nieco, łącznie z klinikami w Warszawie.

Klinika we Freiburgu mieści się w prawie zabytkowych budynkach, część jest nowoczesna. Ale kwatera Młodszej wygląda tak:

http://

http://

Została przyjęta wczoraj, otrzymała menu, w którym miała zaznaczyć, co sobie życzy jeść na obiad w dniu przyjęcia i w następnych. Do tego jest tak zwana kuchenka, gdzie do użytku pacjentów jest ekspres do kawy i gorącej wody, kawa, herbata, masło, jakieś drobnostki do przekąski, pieczywo i cukier, przyprawy. Fotki obiadowe (moja Młodsza z natury nie lubi zup, więc skupia się na daniach zasadniczych):

Uwaga: moja Młodsza NIE jest prywatną pacjentką, posiada normalne ubezpieczenie w kasie, otrzymała pokój jednoosobowy, tak zadecydował lekarz. Uznał, że potrzebuje więcej prywatności. Dopłacać będę normalnie, 10 EU za dobę, tak jak wszyscy. Ale, z uwagi na to, że Młodsza nie pracuje, bo nie może, nie korzystamy z żadnej pomocy socjalnej – uzbierane wszelkie dopłaty do szpitali i tym podobne koszty zostaną nam zwrócone z kasy – tak jest w AUDI BKK.

W tej chwili lekarze walczą o to, aby mogła zacząć od poniedziałku cykl, jakby to powiedzieć, operacyjek, mających na celu przywrócenie jej możliwości normalnego funkcjonowania. Wcześniej była na kontroli po naświetlaniach, jest wszystko OK, co czyni moją duszę jaśniejszą!

Dzisiaj byłam z moim Ślubnym u kardiologa, żeby wreszcie wiedzieć, co w tym organie Ślubnego piszczy. Byliśmy w tej samej „przychodni”, gdzie ja byłam. No i oczywiście Ślubny przeszedł dokładny „obgląd”, jako, że praktyka wyposażona we wszystkie potrzebne ku temu urządzenia, USG serca, echo serca, test wysiłkowy, parę razy EKG, jednym ciurkiem, w ciągu 1,5 godziny wszystko i ulga, jest mniej więcej dobrze, może być lepiej, ale jakoś nie mam nadziei, że odzwyczaimy się od palenia.

No i wnioski:

Niestety, niekorzystne dla PL, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Ślubny w PL był „pod opieką” prywatną, znaczy się pani kardiolog, która zapitalała w szpitalu powiatowym, otworzyła sobie dodatkowo prywatny gabinecik, w którym za główne i jedyne urządzenie diagnostyczne służył zdezolowany aparat do EKG i słuchawki …

A tak poza medycyną, było zebranko właścicieli budynku, w którym mamy mieszkanie. Jako właścicielka swoich ścian byłam również. Bardzo sympatycznie, miło, pani zarządzająca rachunkami nieruchomości bardzo uczynna. Właścicieli jest tylko czworo, ja i jeszcze jedna osoba mamy kupione mieszkania, pozostałe są wynajęte od osób, które poznałam na zebraniu. Ten dom nie jest duży, w sumie tylko sześć mieszkań. Zgłosiłam parę uwag, i czekam na zwrot nadpłaty,bo przezornie, nie wiedząc, co i jak, płaciłam więcej. Jeszcze czekam na rozliczenie prądu, ale zaliczkowo płacę dość dużo, więc albo wyjdzie na zero, albo będę miała nadpłatę.

Rozliczeniem kosztów ogrzewania, wody, ciepłej wody, odprowadzeniem ścieków, wywozem śmieci plus to, co należy do właściciela, a więc koszty dodatkowe utrzymania posesji, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Dodam, że wcale nie oszczędzaliśmy. Płacę miesięcznie 330 EU tak zwany Hausgeld, z tego prawie tysiac EU mam do zwrotu za 2017 rok, czyli od sierpnia 2017 do 31 grudnia 2017. Do tego zaliczka na prąd 115 EU miesięcznie no i drobiazgi typu TV, telefony, internet, abonament RTV obowiązkowy, parking i podobne duperelki. Nie jest źle, a nawet jest bardzo dobrze!

I tyle na dziś z wieści emigracyjno – imigracyjnych !

 

Nowe życie toczy się w innym rytmie

Maj 24, 2018

Dzisiaj nie chce mi się wspominać. Życie toczy się dalej i ten ruch nabiera prędkości.

Moja Młodsza była pierwszy raz w klinice we Freiburgu, na rozmowie z panią profesor. Oczywista oczywistość – znowu pewne badania muszą zostać uściślone, w związku z czym kolejny wyjazd na początku czerwca a później jeszcze raz na omówienie planu nie tyle leczenia, ile możliwości usprawnienia życia. Bardzo istotne, bo jak na razie zwykłe czynności dnia codziennego sprawiają Jej ogromne problemy. Cóż, pożyjemy, zobaczymy, ważne, że Młodsza jest pozytywnie nastawiona, ja też !

Ale zdrowie zdrowiem, jechaliśmy z domu trasą na Stuttgart, następnie odbicie w lewo i przez Schwarzwald. Ludzie, co za widoki, jaka piękna trasa ! Pierwszy raz widzieliśmy te tereny i jest to fantazja, ino nie dla kierowców …  No cóż, trasa ma to do siebie, że jest mniej więcej dla żmii, czyli zakręty, w dół i pod górę no i tak do samego miasta. Freiburg – nie mieliśmy niestety czasu na zwiedzanie, no i taki malutki problem – miasto jest w trakcie remontów dróg. Co się tam dzieje, to możecie sobie wyobrazić, stare miasto, wąskie dość ulice i wykopki. Do tego wjazd jest przez dwa długaśnie tunele, tak mniej więcej 3-4 kilometry jechaliśmy ponad 40 minut, ledwo zdążyliśmy na termin rozmowy.

No i znowu widzę, że niemiecka służba zdrowia to jest zupełnie inna bajka. Termin wizyty Młodsza dostała w ciągu kilku godzin. Ona po prostu napisała maila do kliniki, przesłała skany dokumentów plus zdjęcia i odpowiedź była prawie natychmiastowa. Przy tym nie żądano jakiegoś specjalnego skierowania, zwykły papierek od lekarza domowego. W czasie rozmowy i zaraz po zostały pobrane materiały do badania i podane ścisłe terminy na następne wizyty. Jak na razie jestem w pozytywnym szoku.

Nawet, jak się okazało, że Młodsza bardzo źle zareagowała na chemię, nie było żadnego problemu z lekarzami, po prostu tu się słucha, co pacjent ma do powiedzenia i bierze się wszystko pod uwagę. Młodsza przeszła cały cykl radioterapii, wiadomo, że też nastąpiło pogorszenie stanu skóry, ale to nic w stosunku do efektu podania tylko jednej chemii.

W domciu idzie wszystko inaczej, niż w PL. Przede wszystkim dlatego, że w każdy weekend jestem na miejscu. Idzie po prostu normalniej, co było wcześniej nierealne. Trasę z Zurichu do domu znamy już prawie na pamięć, włącznie z fotoradarami. A niestety, one są i działają, o czym mój Ślubny miał parę razy okazję się przekonać. Na szczęście przekroczenia szybkości nie były duże, to i kary niezbyt „bolące”. Teraz już wiadomo, że trza jeździć „przepisowo”, nie ma taryfy ulgowej, szczególnie po stronie szwajcarskiej.

Nowe życie nareszcie stało się codziennością, bardzo długo musieliśmy znosić i rozłąkę i problemy z polską służbą zdrowia i nieciekawe otoczenie, w którym dawniej mieszkaliśmy, teraz nareszcie jest tak jakoś normalniej, szkoda, że takiej normalności niestety nie ma w Polsce. Po prostu widzę, czytam co się w PL dzieje i wiem jedno – decyzja o wyjeździe była słuszna. Czy jesteśmy gorszymi Polakami? Nie, nasze życie zawodowe było tam i co z tego? Marne emerytury, brak perspektyw, leżąca i kwicząca służba zdrowia i tysiące polskich waśni. Mam tylko jedno życie, chociaż w tej drugiej, bardziej schyłkowej części chcę mieć święty spokój.

A w Zurichu idzie całkiem nieźle, mój Szef po operacji biodra (proteza), śmiga po schodach jak dawniej, teraz za to czeka Go decyzja w sprawie oczka, bo, niestety, operacja na jedno pomogła, ale na inne – wręcz przeciwnie. Może się tak stać, że straci prawo posługiwania się samochodem w charakterze kierowcy tegoż. W Jego przypadku odebranie prawka może mieć wpływ na stan psychiki, bo jeździ faktycznie mało. Do tego po mikrowylewach (narkoza), ma nieco gorszą wymowę, ale jest nieco lepiej, gorzej jest wtedy, kiedy jest zmęczony. Ale co tam, jak na razie jest dobrze, On zdaje sobie sprawę, że nie młodnieje, a wręcz przeciwnie i pomoc będzie tu potrzebna cały czas. Oby tylko nie popadł w demencję i wiedział, kto ja jestem !

Moja Starsza ma zawirowania domowo-pracowo-osobiste, ale nie będę o tym pisać, sprawy prywatne takowymi pozostaną. Wiem, że sobie poradzi, bo jest osobowością silną i odpowiedzialną, teraz już nie tylko za siebie.

A Tobie, KateJ, dziękuję za co? A tajemnica ….