Skip to content

No, już po pierwszej operacji

Lipiec 16, 2018

Trochę dłużej trwało, niż było w planach, chociaż właściwie nie aż tak źle.

Młodsza od środy w klinice, miała kroplówki z antybiotykami, ale swędziawki były i seria nie została dokończona. Dzisiaj zaś pierwsze doświadczenie operacyjne. Miała być pełna narkoza, ale na szczęście obyło się bez, wystarczyło nieco ukłuć igłami i już. Całość trwała aż 15 minut ! Jutro moja Młodsza jedzie do domciu ! Zmiany opatrunków w przychodni domowej, albo sama sobie będzie robić.

Z innej beczki.

Jak Wam się podobają ?

Ostatnie zdjęcie to żuczek na łapce Młodszej, pierwsze – to na mojej, straaaszszszny kot, a drugie i trzecie – nietoperek z Black Sabbath – to łapka mojego Ślubnego.

Wszystkie tatuaże zostały wykonane przez moją Młodszą, za pomocą specjalnych, jednorazowych igieł. Niestety, na razie Młodsza nie ma aparatu do tatuaży, czekam na zwrot nadpłaty z rozliczenia rocznego kosztów mieszkania. Nie zawsze mogę od razu wszystko nabyć.

Jej rysunki, wydaje mi się, stworzą bazę do robienia wzorów, a czy zostanie zawodową tatuażystką, to jeszcze nie wiadomo. Droga do tego jest dość długa, w naszym mieście są dwa takie zakłady, tylko nie wiem, czy mają prawo przyjmować uczniów. No i musi zakończyć cykl kliniczny, a ten zapowiada się jeszcze dość długo. W każdym razie służymy teraz, ja i mój Ślubny za tak zwane króliki doświadczalne.

Myślę, że jak na pierwsze – są udane, w planach jest więcej !

 

 

Reklamy

Zdrowie w DE cd.

Lipiec 12, 2018

Hmmm, właśnie moja Młodsza przebywa w następnym niemieckim szpitalu. Jest to szpital kliniczny we Freiburgu. Z naszego domu około godzinki jazdy, jak na wjeździe do miasta nie ma korków. Jedziemy tam piękną drogą przecinającą południowy skraj Schwarzwaldu. Samego miasta na razie nie mieliśmy kiedy zwiedzać, przyjdzie na to czas.

Do rzeczy.

Ponownie jestem wdzięczna losowi za to, że mogliśmy zamieszkać w DE.  Drugi szpital niemiecki, kliniczny, w którym Młodsza stwierdza autorytatywnie, że nie ma porównania do tych, w których musiała przebywać w PL, a zaliczyła ich nieco, łącznie z klinikami w Warszawie.

Klinika we Freiburgu mieści się w prawie zabytkowych budynkach, część jest nowoczesna. Ale kwatera Młodszej wygląda tak:

http://

http://

Została przyjęta wczoraj, otrzymała menu, w którym miała zaznaczyć, co sobie życzy jeść na obiad w dniu przyjęcia i w następnych. Do tego jest tak zwana kuchenka, gdzie do użytku pacjentów jest ekspres do kawy i gorącej wody, kawa, herbata, masło, jakieś drobnostki do przekąski, pieczywo i cukier, przyprawy. Fotki obiadowe (moja Młodsza z natury nie lubi zup, więc skupia się na daniach zasadniczych):

Uwaga: moja Młodsza NIE jest prywatną pacjentką, posiada normalne ubezpieczenie w kasie, otrzymała pokój jednoosobowy, tak zadecydował lekarz. Uznał, że potrzebuje więcej prywatności. Dopłacać będę normalnie, 10 EU za dobę, tak jak wszyscy. Ale, z uwagi na to, że Młodsza nie pracuje, bo nie może, nie korzystamy z żadnej pomocy socjalnej – uzbierane wszelkie dopłaty do szpitali i tym podobne koszty zostaną nam zwrócone z kasy – tak jest w AUDI BKK.

W tej chwili lekarze walczą o to, aby mogła zacząć od poniedziałku cykl, jakby to powiedzieć, operacyjek, mających na celu przywrócenie jej możliwości normalnego funkcjonowania. Wcześniej była na kontroli po naświetlaniach, jest wszystko OK, co czyni moją duszę jaśniejszą!

Dzisiaj byłam z moim Ślubnym u kardiologa, żeby wreszcie wiedzieć, co w tym organie Ślubnego piszczy. Byliśmy w tej samej „przychodni”, gdzie ja byłam. No i oczywiście Ślubny przeszedł dokładny „obgląd”, jako, że praktyka wyposażona we wszystkie potrzebne ku temu urządzenia, USG serca, echo serca, test wysiłkowy, parę razy EKG, jednym ciurkiem, w ciągu 1,5 godziny wszystko i ulga, jest mniej więcej dobrze, może być lepiej, ale jakoś nie mam nadziei, że odzwyczaimy się od palenia.

No i wnioski:

Niestety, niekorzystne dla PL, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Ślubny w PL był „pod opieką” prywatną, znaczy się pani kardiolog, która zapitalała w szpitalu powiatowym, otworzyła sobie dodatkowo prywatny gabinecik, w którym za główne i jedyne urządzenie diagnostyczne służył zdezolowany aparat do EKG i słuchawki …

A tak poza medycyną, było zebranko właścicieli budynku, w którym mamy mieszkanie. Jako właścicielka swoich ścian byłam również. Bardzo sympatycznie, miło, pani zarządzająca rachunkami nieruchomości bardzo uczynna. Właścicieli jest tylko czworo, ja i jeszcze jedna osoba mamy kupione mieszkania, pozostałe są wynajęte od osób, które poznałam na zebraniu. Ten dom nie jest duży, w sumie tylko sześć mieszkań. Zgłosiłam parę uwag, i czekam na zwrot nadpłaty,bo przezornie, nie wiedząc, co i jak, płaciłam więcej. Jeszcze czekam na rozliczenie prądu, ale zaliczkowo płacę dość dużo, więc albo wyjdzie na zero, albo będę miała nadpłatę.

Rozliczeniem kosztów ogrzewania, wody, ciepłej wody, odprowadzeniem ścieków, wywozem śmieci plus to, co należy do właściciela, a więc koszty dodatkowe utrzymania posesji, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Dodam, że wcale nie oszczędzaliśmy. Płacę miesięcznie 330 EU tak zwany Hausgeld, z tego prawie tysiac EU mam do zwrotu za 2017 rok, czyli od sierpnia 2017 do 31 grudnia 2017. Do tego zaliczka na prąd 115 EU miesięcznie no i drobiazgi typu TV, telefony, internet, abonament RTV obowiązkowy, parking i podobne duperelki. Nie jest źle, a nawet jest bardzo dobrze!

I tyle na dziś z wieści emigracyjno – imigracyjnych !

 

Nowe życie toczy się w innym rytmie

Maj 24, 2018

Dzisiaj nie chce mi się wspominać. Życie toczy się dalej i ten ruch nabiera prędkości.

Moja Młodsza była pierwszy raz w klinice we Freiburgu, na rozmowie z panią profesor. Oczywista oczywistość – znowu pewne badania muszą zostać uściślone, w związku z czym kolejny wyjazd na początku czerwca a później jeszcze raz na omówienie planu nie tyle leczenia, ile możliwości usprawnienia życia. Bardzo istotne, bo jak na razie zwykłe czynności dnia codziennego sprawiają Jej ogromne problemy. Cóż, pożyjemy, zobaczymy, ważne, że Młodsza jest pozytywnie nastawiona, ja też !

Ale zdrowie zdrowiem, jechaliśmy z domu trasą na Stuttgart, następnie odbicie w lewo i przez Schwarzwald. Ludzie, co za widoki, jaka piękna trasa ! Pierwszy raz widzieliśmy te tereny i jest to fantazja, ino nie dla kierowców …  No cóż, trasa ma to do siebie, że jest mniej więcej dla żmii, czyli zakręty, w dół i pod górę no i tak do samego miasta. Freiburg – nie mieliśmy niestety czasu na zwiedzanie, no i taki malutki problem – miasto jest w trakcie remontów dróg. Co się tam dzieje, to możecie sobie wyobrazić, stare miasto, wąskie dość ulice i wykopki. Do tego wjazd jest przez dwa długaśnie tunele, tak mniej więcej 3-4 kilometry jechaliśmy ponad 40 minut, ledwo zdążyliśmy na termin rozmowy.

No i znowu widzę, że niemiecka służba zdrowia to jest zupełnie inna bajka. Termin wizyty Młodsza dostała w ciągu kilku godzin. Ona po prostu napisała maila do kliniki, przesłała skany dokumentów plus zdjęcia i odpowiedź była prawie natychmiastowa. Przy tym nie żądano jakiegoś specjalnego skierowania, zwykły papierek od lekarza domowego. W czasie rozmowy i zaraz po zostały pobrane materiały do badania i podane ścisłe terminy na następne wizyty. Jak na razie jestem w pozytywnym szoku.

Nawet, jak się okazało, że Młodsza bardzo źle zareagowała na chemię, nie było żadnego problemu z lekarzami, po prostu tu się słucha, co pacjent ma do powiedzenia i bierze się wszystko pod uwagę. Młodsza przeszła cały cykl radioterapii, wiadomo, że też nastąpiło pogorszenie stanu skóry, ale to nic w stosunku do efektu podania tylko jednej chemii.

W domciu idzie wszystko inaczej, niż w PL. Przede wszystkim dlatego, że w każdy weekend jestem na miejscu. Idzie po prostu normalniej, co było wcześniej nierealne. Trasę z Zurichu do domu znamy już prawie na pamięć, włącznie z fotoradarami. A niestety, one są i działają, o czym mój Ślubny miał parę razy okazję się przekonać. Na szczęście przekroczenia szybkości nie były duże, to i kary niezbyt „bolące”. Teraz już wiadomo, że trza jeździć „przepisowo”, nie ma taryfy ulgowej, szczególnie po stronie szwajcarskiej.

Nowe życie nareszcie stało się codziennością, bardzo długo musieliśmy znosić i rozłąkę i problemy z polską służbą zdrowia i nieciekawe otoczenie, w którym dawniej mieszkaliśmy, teraz nareszcie jest tak jakoś normalniej, szkoda, że takiej normalności niestety nie ma w Polsce. Po prostu widzę, czytam co się w PL dzieje i wiem jedno – decyzja o wyjeździe była słuszna. Czy jesteśmy gorszymi Polakami? Nie, nasze życie zawodowe było tam i co z tego? Marne emerytury, brak perspektyw, leżąca i kwicząca służba zdrowia i tysiące polskich waśni. Mam tylko jedno życie, chociaż w tej drugiej, bardziej schyłkowej części chcę mieć święty spokój.

A w Zurichu idzie całkiem nieźle, mój Szef po operacji biodra (proteza), śmiga po schodach jak dawniej, teraz za to czeka Go decyzja w sprawie oczka, bo, niestety, operacja na jedno pomogła, ale na inne – wręcz przeciwnie. Może się tak stać, że straci prawo posługiwania się samochodem w charakterze kierowcy tegoż. W Jego przypadku odebranie prawka może mieć wpływ na stan psychiki, bo jeździ faktycznie mało. Do tego po mikrowylewach (narkoza), ma nieco gorszą wymowę, ale jest nieco lepiej, gorzej jest wtedy, kiedy jest zmęczony. Ale co tam, jak na razie jest dobrze, On zdaje sobie sprawę, że nie młodnieje, a wręcz przeciwnie i pomoc będzie tu potrzebna cały czas. Oby tylko nie popadł w demencję i wiedział, kto ja jestem !

Moja Starsza ma zawirowania domowo-pracowo-osobiste, ale nie będę o tym pisać, sprawy prywatne takowymi pozostaną. Wiem, że sobie poradzi, bo jest osobowością silną i odpowiedzialną, teraz już nie tylko za siebie.

A Tobie, KateJ, dziękuję za co? A tajemnica ….

Takie jakby podsumowanie

Marzec 17, 2018
tags: ,

Przejrzałam wpisy od początku. No i właśnie wykryłam, dzięki umiejętności liczenia, iż prawie 10 lat naszego życia zostało tu, no, co prawda nie w szczegółach (ekshibicjonistką nie jestem!), tak mniej więcej opisane. Kawał czasu … Było różnie, źle, bardzo źle albo tragicznie, nie raz, nie dwa nie było co do gara wsadzić. Każdy grosz dwa razy oglądać trza było i zdecydować, co zrobić, co zapłacić, co może jeszcze „poczekać”.

Ale fakt, tak jak moja Młodsza napisała – zawsze mniej więcej byliśmy razem, nawet jak Starsza już w DE była, to nic, to i tak była „z nami”. Bywały ostre kłótnie, oj, bywały, jakoś wytrzymaliśmy.

I tym naszym obywatelom, którzy mówią, że ” Unia to jest beee i nic z tego nie mamy ” – ja jasno i otwarcie się sprzeciwiam. Nie jestem jakimś wyjątkiem, nie jestem jedyną w Polsce babą, co do roboty pojechała. Mój ślubny, zawsze to podkreślam, nie mógł i nie może już pracować, utrzymywał nas wiele lat i dawał z siebie naprawdę wszystko. Jak pojechałam do pracy – On przejął wszystkie domowe obowiązki i jestem pełna podziwu, że tak się ułożyło. Ale gdyby nie otwarcie rynku pracy, to oficjalne otwarcie, nie nastąpiło, to szczerze mówiąc, nie wiem, jak byśmy sobie ze wszystkimi problemami poradzili.

O polityce mówić nie będę, naczytałam się na FB komentarzy, że ci co „uciekli, zwinęli d…y w troki” i tak dalej, to nie powinni mieć prawa głosu, bo przecież to te masy, które zostały (jeszcze) w Polsce wiedzą lepiej, jak głosować i co dla nich jest dobre. OK, głosować nie będziemy, chociaż nikt z naszej rodziny za PIS-em nie był i nie jest. Może kiedyś Polacy w Polsce zrozumieją, że ci, co wyjechali i wyjadą, to nie są zdrajcy, tylko ludzie, rodziny, które chcą jakoś normalnie swoje życie przeżyć, a nie ciągle „bić w tarabany”. Pomijam drobny fakt, że za zachodnią granicą Polski żyje się lepiej. Oczywiście, zawsze jest coś za coś. Być może kiedyś przyjdzie tęsknota, nie wiem, do mnie raczej nie, bo ja już od sześciu lat jestem więcej w DE iw CH, niż byłam w kraju. Mój Ślubny – ma pod ręką i Młodszą na co dzień i Starszą „pod telefonem”, bez kosmicznych rachunków za rozmowy. Ja – pisałam, jestem na każdy weekend w domu, a wcześniej? Dwa, trzy razy do roku na kilka dni, koszmarne podróże po 22 godziny w jedną stronę, Moja Młodsza – ma po tej stronie siostrę, co prawda w północnych Niemczech, a my na południu, ale może pojechać pociągiem do Zurychu, na lotnisko i samolotem polecieć. Przejazd pociągiem plus lot – około 2,5 godziny. Czy będzie tęsknić? Sama tego jeszcze nie wie, ale chyba nie ma do czego. Korzenie zostają w nas, a przyszłość jest bardziej ważna od przeszłości.

Naczytałam się też na forach i FB najróżniejszych komentarzy o opiekunkach, co to są takie dobre, że pacjenci testamenty im zostawiają, biżuterię rozdają, samochody, domy i tak dalej. Wszystko zabarwione setkami podtekstów i zwykłą zazdrością. Nie wiem, czy jestem dobrą opiekunką, referencje zawsze dostawałam super-hiper, dopiero mój Szef czytając je uświadomił mi, co w nich jest między wierszami. No, nie dopatrzył się w moich niczego, ale teraz wiem, jak czytać. Toż nawet czytać trza umieć !

Jestem z grona tych, co zostały „obdarowane”. Za nic. Tylko za to, że byłam dobrą opiekunką, a nie panienką do towarzystwa. Tylko za to. I na „zaś” za to, że dokąd mój Szef po świecie będzie chadzał, to ja tam będę do pomocy.

I tyle na dziś, na posumowanie lat dziesięciu.

A moja biedna Młodsza dziś przegrana, po pierwszej chemii czuje się nieco przez wyżymaczkę przepuszczona i apetytu niet …

Jutro będzie lepiej !

Nowy rozdział – opieka medyczna w DE

Marzec 15, 2018
tags: ,

Witajcie !

Jakoś w nowej rzeczywistości znajdujemy swoje miejsce. W naszej miejscowości mieszka, pracuje wiele osób z polskim pochodzeniem, lub wręcz Polaków. Prawie w każdym sklepie, urzędzie, na poczcie, w aptece jest ktoś, kto po polsku mówi, lepiej lub gorzej. Czasami się to przydaje. Na przykład w sytuacji, kiedy musiałam kupić leki dla mojego Ślubnego, bez recepty, bo jeszcze nie dostał karty ubezpieczeniowej. No i pani, bardzo sympatycznie nas potraktowała, łatwiej po polsku było wytłumaczyć zawiłość przekazywania dokumentów z PL do DE. Cóż, udało się, Niemcy nie są czasami w stanie zrozumieć pewnych zachowań polskich urzędów. Powiem jeszcze, że zaległa emerytura mojego Ślubnego za wrzesień 2017 (!), ma w końcu teraz w marcu 2018 roku dotrzeć na konto.

Opieka medyczna, hmmm, pod tym względem nie ma nawet co porównywać. Młodsza jest pod stałą opieką specjalistów, wszelkie skany, badania, wycinki mówią „jest czysta” ! Teraz jest w trakcie radioterapii, jutro dołączona zostanie raz w tygodniu chemioterapia. Tak tu jest, że ludzie młodzi mają obligatoryjnie nie tylko radio, ale i chemioterapię w celu zmniejszenia ryzyka wznowienia. Jak czytam wiadomości z Polski, to włos mi się jeży na głowie, co by to mogło się stać, gdybyśmy nie wyjechali …

Ja mam ustalony termin kontroli kardiologicznej na 7 maja. Mój Ślubny po otrzymaniu karty również musi się wybrać do kardiologa. Ale – nasza kasa chorych posiada specjalny numer telefonu, gdzie się dzwoni bezpłatnie, podaje o jakiego lekarza i dlaczego, ustala się mniej więcej dni i godziny, jakie pacjentowi odpowiadają i promień odległości, czyli do ilu kilometrów jesteśmy skłonni dojechać. Następnie czeka się spokojnie na telefon z datą, godziną i miejscem … Nie trzeba gdzieś tam o świcie stać w kolejkach po to, żeby otrzymać datę. Prawda, że praktyki specjalistyczne, takie, jak kardiologia, są oblegane, że nie otrzyma się terminu „już”, ale termin 7 maja nie jest dla mnie jakiś bardzo odległy, tym bardziej, że czuję się bardzo dobrze. Mam leki, które wymagają konsultacji, bo specjaliści w Zurychu zaznaczyli, że może być potrzeba zwiększenia dawki. Wiem jednak, że gdybym się poczuła gorzej, to na miejscu jest klinika, gdzie mnie za drzwi nie wyrzucą.

Czas szybko biegnie, nie tak dawno popatrzyłam w kalendarz i olśniło mnie, że w Zurychu niebawem stuknie mi pięć lat ! Mój Szef zdecydował się na operację wstawienia protezy biodrowej, niestety musiał. Mieszka na trzecim piętrze i coraz trudniej było Mu wchodzić po schodach – w tym roku skończy 85 lat ! Jest kilka dni po operacji, wczoraj byłam w szpitalu zobaczyć jak się czuje. Szpital nie jest w Zurychu, zresztą nie życzył sobie żadnych tam odwiedzin. Fizycznie jest wszystko w porządku, tylko pełna narkoza troszkę „popsuła” mowę, ale to się cofa. Jutro wychodzi i od razu jedzie na rehabilitację. Tu jest tak, że jeśli pacjent od razu ze szpitala jedzie do Reha, to płaci kasa chorych. Jeśli chory ze szpitala wychodzi do domu, a powiedzmy, za dzień, dwa chce jednak jechać do ośrodka, to już musi opłacać to sam. Mój Szef zdecydował się od razu jechać, pomimo, że ograniczeń finansowych raczej nie ma, ale jest człowiekiem logicznie myślącym i zdaje sobie sprawę, że trochę czasu na dojście do formy potrzebuje. W szpitalu jest pacjentem tak zwanym półprywatnym, czyli szpital otrzymuje z kasy chorych określoną kwotę za tą operację, a on dopłaca za inne, dodatkowe usługi. Ale najpierw otrzymuje się cały kosztorys. W tym przypadku dopłata wyniosła niecałe 10 tys. CHF.

Tyle o medycynie z życzeniami dla wszystkich Rodaków, aby w Polsce kiedyś było tak samo.

A jak nam się żyje? Powiem tak – o wiele lepiej ! Niekiedy czytam na FB wpisy i komentarze ludzi, którzy zastanawiają się nad wyjazdem z Polski i ludzi, którzy żyją poza polskimi granicami już od lat. Często widzę komentarze, że „dla mnie to już za późno”. Jesteśmy żywym przykładem, że nigdy nie jest za późno, człowiek ma jedno życie, tylko jedno i warto chociaż na starość sobie to życie polepszyć.

Materialnie nic nie straciliśmy. Koszty życia nie są aż takie, żeby sobie nie poradzić. Jestem na każdy weekend w domu. Wiem, że nie każdy ma takie szczęście i nie każdy trafi na swojej drodze mojego Szefa – jest to wspaniały, wielki gość, choć niewielkiej postury, ale składa się przede wszystkim z serca i rozumu. Owszem, finansowo jest niezależny (delikatnie mówiąc), ale oprócz tego widzi więcej i umie przewidywać. Wie, że się starzeje, wie, że za czas jakiś będzie wymagał opieki i doskonale zdaje sobie sprawę, że tą opiekę będzie miał zagwarantowaną, chociaż teraz zapiera się wszystkimi kończynami i „nic nie potrzebuje”. Jak na razie, do czasu operacji grał intensywnie na giełdzie, ma do tego węch. A, opowiem – przed Bożym Narodzeniem zrobił eksperyment, założył za mnie kasę i zagrał w moim imieniu. W jeden dzień zysk z 3 tys. CHF wyniósł prawie 2 tys. CHF … Ale to był fuks (chyba – ja nie za bardzo się na tym znam), śledziłam razem z Szefem co się dzieje i widziałam to na własne oczy – a miałam je wielkie jak talerze !

Tyle opowieści na dziś, ciąg dalszy nastąpi !

Nowy rozdział – Młodsza i niemiecka opieka zdrowotna

Grudzień 22, 2017

Pisałam, że długo trwało uzyskanie ubezpieczenia zdrowotnego dla Młodszej, ale wina leżała, niestety, po stronie polskiej, pomijając nieporozumienia w kasach chorych na temat kto, co i gdzie.

Ale, kilka dni temu, mając w ręku tylko list z AUDI BKK i tłumaczenia wypisów z polskich szpitali, na wariata, pojechałyśmy do tutejszej kliniki na oddział onkologiczny.

Nie wygoniono nas …

Bardzo miła pani w recepcji od razu załatwiła

1/ termin u lekarza rodzinnego, którego to lekarza jeszcze Młodsza nie miała wybranego,

2/ termin u lekarza onkologa

3/ termin u specjalisty – ginekologa,

4/ termin u specjalisty  ginekologa klinicznego w klinice,

5/ termin badania PET-CT w klinice w Konstanz.

To wszystko w ciągu kilkunastu minut. W przyszłym tygodniu i zaraz po Nowym Roku będzie pełny obraz, a 5 stycznia wizyta na onkologii – konsylium.

Dalej po ogarnięciu jednego tematu – Fryburg, specjalistyczna klinika dermatologiczna.

Młodsza i ja jesteśmy w szoku …

Nowy rozdział

Grudzień 19, 2017

Nie wiem, czy jeszcze ktoś tu wpada.

Kończy się rok, kolejny rok trudny, ale tym razem mogę powiedzieć, że był to jednak czas udany. Zmian bardzo dużo, było bardzo ciężko ogarnąć pracę, zmianę miejsca zamieszkania, kłopoty ze zdrowiem mojej Młodszej i moje. Powoli wszystko mniej więcej stoi na nogach.

Nasz dom na wsi latem został wreszcie sprzedany, co prawda za mniejszą kwotę, niż planowaliśmy, ale widząc, co się w Polsce dzieje – zacisnęliśmy zęby i poszłoooo.

Zaczęły się natomiast kłopoty z wynajęciem mieszkania w DE. Uparcie szukałam w okolicach Jeziora Bodeńskiego, jak najbliżej Konstanz. Ino, że ten teren jest jedną wielką miejscowością turystyczną, ceny w związku z tym wzięte często z kosmosu, a i tak za każdym razem, gdy już dostąpiłam „zaszczytu” i otrzymałam termin oglądania, to okazywało się, że takich naiwnych jest kilkanaście rodzin na jedno mieszkanie.

Termin opuszczenia naszego starego domu był krótki, tylko dwa miesiące, w dodatku w lecie, kiedy Bodeńskie jest oblegane. Wracając z któregoś tam castingu, w czasie potwornego upału, wieczorową porą, poczułam się bardzo źle. Doczłapałam do apteki na Hauptbahnhof w Zurichu i … w krótkim czasie wylądowałam na oddziale kardio w UNI Spital. W czasie „złotej godziny” wstawiono mi trzy stenty, akcja odbyła się późnym wieczorem w sobotę, a w środę już pożegnałam gościnne progi szpitalne.

To, co się stało miało bardzo duży wpływ na dalsze nasze losy. Mój szef, ciągle ten sam, uznał, że prędzej się wykończę, niż mieszkanie znajdę, a muszę dodać, że w tym czasie moja Młodsza przebywała „seryjnie”  w kolejnych szpitalach warszawskich, mój Ślubny koczował w hotelu. Po krótkiej rozmowie miałam już sprawę załatwioną – kupno mieszkania z pomocą mojego szefa. Nie jest to mieszkanie super – hiper, ale ma 68 mkw., trzy pokoje, duża kuchnia, balkon i bardzo ważne – w centrum miasta, ale na granicy strefy pieszej, więc hałasu nie ma, nawet na balkonie. Bardzo blisko piękny park, z psem można do woli spacerować, miejsce parkingowe na nasze autko (a, zmieniliśmy – teraz jeździmy czymś, co zawsze budziło we mnie negatywne dreszcze – BMW 530 xdrive, DISEL w dodatku!), jest o 5 minut od domu.

No i zaczęła się wielka akcja pod tytułem „przeprowadzka”, a najpierw masa papierków do załatwienia – bo Niemcy kochają papierki. We wrześniu nasze graty zostały dowiezione z Polski,

Moja Młodsza miała 30 sierpnia bardzo poważną operację, rozpoznanie, które spowodowało jej konieczność, wstrząsnęło mną bardzo głęboko. No, ale 11 października odebrałam Młodszą ze szpitala i przyleciałyśmy do Zuri, a później autkiem do – a, nie napiszę, gdzie mieszkam, bo nie samych przyjaciół posiadam, niestety, taka rzeczywistość jest.

W każdym razie, Młodsza musiała jeszcze raz do PL lecieć po wyniki histopatologiczne, dostała też kwalifikację na radioterapię.

No, ale żeby ona mogła kontynuować leczenie, to trza ubezpieczenie załatwić, przebrnięcie przez zasieki polskich i niemieckich formalności trwało aż do ubiegłego tygodnia ! Najpierw, co bardziej znane niemieckie kasy chorych upierały się, że osławiony druk E-104 to ma moja córka załatwić, a w przepisach stoi jak byk, że to niemiecki ubezpieczyciel występuje do polskiego, wprzódy stemplując i podpisując ów formularz. Później okazało się, że po polskiej stronie jest jeszcze tysiąc różnych zaświadczeń i formularzy. Na szczęście udało się wszystko telefonicznie i mailowo pozałatwiać, a jedyną kasą chorych, jaka z marszu wiedziała, co do kogo należy okazała się być AUDI BKK. Jutro moja Młodsza ma wizytę u lekarza i do jutra będę miała szpilki w odwłoku z nerwów. Na szczęście  klinika jest w naszym mieście.

Ja i mój Ślubny jeszcze czekamy na papierki do ubezpieczenia … ale my mamy chociaż karty EKUZ, co prawda nic mi po tym, bo za leki muszę na razie 100 procent płacić, ale, hmm, gdyby się pogorszyło, to jest możliwość się ratować. Gdybym nie miała karty EKUZ, to moja przypadłość sercowa załatwiłaby nasze finanse na amen i do końca życia chyba. I tak musiałam połowę kosztów transportu do szpitala sama zapłacić, bo Szwajcarzy mają roczny limit korzystania z karetki w wys. 500 CHF, a koszt mojego przewozu o było 986 CHF. Nawiasem mówiąc szkoda, że nie widziałam min pracowników NFZ po przeczytaniu rachunku …, ale muszę powiedzieć, że warunki miałam luksusowe, pokój jednoosobowy, menu do wyboru, kawka do łóżka i takie tam inne.

I tak minął ten rok, intensywnie, nerwowo, ale teraz przyszedł wreszcie czas, kiedy nie czekam trzy miesiące na to, żeby widzieć moją rodzinkę kilka dni i znowu w drogę. Pracuję w innym rytmie, w poniedziałki rano, tak koło 10.00 zaczynam pracę a w piątki po 14.00 jadę do DOMU! Godzinka jazdy i już !

Teraz szykujemy się do pierwszych świąt na nowym miejscu, przyjedzie Starsza wraz z Helge i moją wnuczką, jak dotąd, jedyną (Starsza, a może ????), choinka ubrana, w czwartek przed południem jadę do domu – a jak, mam dobrego szefa, który zresztą wpadnie na dwie godzinki w Wigilię i tylko jeszcze niech moja kochana Młodsza wygrzebie się w miarę możliwości ze swoich zdrowotnych problemów, to już chyba nic więcej mi do szczęścia nie będzie potrzeba.

Wszystkim, którzy tu jeszcze wpadają –

serdeczne życzenia wspaniałych Świąt i niech Nowy Rok każdemu przyniesie to, co sobie marzy !

choinka

To nasza choinka na nowym miejscu życia.