Przeskocz do treści

Jestem, żyję …

Wrzesień 27, 2019

To jest furczak. Takie coś, co Ty, Kasiutku, fociłaś sama, a w tym roku znowu jest, wrócił. Szkoda, że Ty już nie możesz znowu przylecieć, jak jaskółka … Ostatnia nie tak dawno odleciała. Długo krążyła nad naszym domem i znowu miałam łzy w oczach, bo to jakbyś Ty była. Sama, jedna. Wcześniej odleciało stado, a ta jedna, jedyna długo jeszcze była. Masz pod swoim drzewem też jaskółkę, tylko taką ceramiczną, a na Twojej tabliczce jest kotek podwójny, czyli damsko-męski, taki nieco przewrotny, ale wiem, że odpowiada Twojemu widzeniu świata.

Minęło 6 miesięcy, jakoś nadal żyjemy, czasem lepiej, czasem gorzej. Nie ma innego wyjścia, zacisnąć zęby i żyć.

Mój Ślubny po operacji w nieco lepszym stanie, może nawet na czwarte piętro w Zurychu wejść bez tragedii. Rana goi się dobrze, mostek jeszcze ma czas na zrośnięcie i nerwy, przecięte podczas operacji jeszcze dokuczają, ale jest lepiej. Charakter po operacji bardzo Mu się zmienił, zrobił się bardziej marudny i ma problemy z koncentracją i pamięcią, to chyba efekt narkozy. Jakoś daję radę i wytrzymuję. W Zurychu koniec przeprowadzki mojego Szefa, w tym tygodniu doprowadziłam mieszkanie do stanu, w którym można je oddać nowemu właścicielowi. Tam, gdzie się przeprowadził musi sobie radzić sam, jest za daleko, żeby jeździć często, to ponad 100 km w jedną stronę.

Mamy nadal pewne usługi w Zurychu, ale czas już szukać nowego źródła dochodów, bo inaczej się nie da. Szkoda, bo z moim Szefem było bardzo fajnie, to jest wspaniały człowiek, ale niestety, wszystko ma swój kres.

Ja mam we wtorek kontrolę u kardiologa, boję się. Nie czuję się całkiem dobrze. Źle śpię, budzę się w nocy, a w dzień czuję się zmęczona i śpiąca. Trochę kłóci się to z moim Ślubnym, On chce być cały dzień aktywny, a ja nie mam tyle siły, no po prosty nie mam …

Kupiłam dwa rowery i jak jestem w domu, jeździmy każdego dnia, dokąd jest pogoda i jest ciepło, tak, u nas jest nadal  ciepło ! Szkoda, że jest nadal sucho, bo tak mi się marzy nazbierać grzybów i ususzyć na Święta i zrobić sos …

Nie dajemy na razie rady jeździć więcej, niż jakieś 10 km, ale i to dobre, a ja wracam wykończona.

Tak, czas nie stoi w miejscu, ale pomimo tego nadal ból jest ogromny. Nadal nie jestemw stanie spokojnie, bez płaczu, rozmawiać o Tobie, no nie mogę. Widać jestem bardzo miękka.

Może kiedyś opanuję emocję, na razie nie umiem, a może nie chcę.

Reklamy

Ten parszywy rok

Lipiec 31, 2019

Nie wiem, czy jestem skazana na jakieś męki, czy to wszystko, co się dzieje, to jakaś kara za grzechy, ale jestem już na skraju wytrzymałości.

Kilka dni temu mój Ślubny miał kontrolę u kardiologa. Niby nic, ale dwa skierowania dostaliśmy. Jedno względem znacznie poszerzonej arterii brzusznej – norma ok. 1,6 cm, a mój Ślubny ma 3,6 cm,  a drugie na koronarografię.  To był czwartek.  W piątek pojechaliśmy do tutejszej kliniki. Po krótkiej lekarskiej naradzie ustalono termin na koronarografię na środę, 31.07. No i się dowiedziałam, że mój Ślubny jest o krok od spotkania się z naszą młodszą, która odeszła 10 marca tego roku.  Arterie serca ma tak zwężone, że nie ma mowy o zainstalowaniu stentów. Ja mam ich trzy, i jakoś funkcjonuję, ino ciężko, bo stress mnie dobija, nałożyło się wiele spraw, które powinny być załatwione ale niestety nie da się. Dowiedziałam się, że jest to jakiś cud, że mój Ślubny jeszcze żyje. Żeby żył nadal trzeba, niestety wykonać instalację bypassów, bo nie ma możliwości założenia stentów. Zwężenia tętnic sercowych są zbyt duże. I jak to w DE bywa, w ciągu jednego dnia (dzisiejszego), wykonano koronografię, ustalono, że trzeba operować i załatwiono przewóz do specjalistycznej kliniki. W pierwszym momencie była mowa o klinice we Freiburgu, na zdecydowanie powiedziałam „NIE”. W pół godziny znaleziono miejsce w klinice specjalistycznej w Konstanz. Ok, Konstanz może być,  to tylko 25 minut pociągiem i parę  minut autobusem, więc żaden problem. Freiburg odpadł ze względu na to, iż tam pożegnała się z życiem nasza Młodsza. Jutro rano mój Ślubny zostanie przewieziony z wszelkimi szykanami do Konstanz, a więc w pozycji leżącej i pod monitoringiem do Konstanz, do Herz-Centrum. Ja pojadę pociągiem. I wszystko w ciągu kilku dni, bo od piątku do dziś. Nie chcę myśleć, co by się stało, gdybyśmy nadal mieszkali w Pl…………..

Ja na razie odreagowuję, zażywam lekarstwo w postaci czerwonego wina i zaraz idę spać. Ja mam kontrolę u kardiologa 1 października i mam nadzieję, że do tego czasu nic się nie stanie.

Mój Szef ma akurat przeprowadzkę do Senioren Residez, ale niestety, nie za bardzo mogę pomagać. Raz, że sama jestem w kiepskim stanie, dwa, że mój Ślubny będzie walczyć o dalsze życie. W poniedziałek przyjedzie moja Starsza, jakoś damy radę….

Życie na emigracji – wybory i takie inne

Maj 19, 2019

Dziś całkiem coś innego.

Muszę wracać do życia. We wtorek mam rozmowę z terapeutą, nadającym w języku polskim, cóż, pierwsza rozmowa darmowa – a to ważne, bo terapeuta szwajcarski, niestety. Może pomoże, a może dojdę do wniosku, że powinnam sama sobie poradzić.

Inne sprawy:

Parę razy trafiłam na FB i nie tylko na nagonkę przed wyborami. Znaczy się – my, co mieszkamy poza PL powinniśmy mieć zabronione głosowanie. Argumenty z sufitu brane, że ludzie na emigracji nie wiedzą, co się w PL dzieje, że nikt nie będzie prawdziwym Polakom życia układał i takie inne.

Oki, nie to nie.

Jakiś czas temu przyszły do nas dwa listy z urzędu, do mnie i do mojego Ślubnego. Podano nam gdzie jesteśmy wpisani na listę wyborców i pod jakimi numerami, oraz jaki dokument mamy za sobą przynieść na głosowanie.

Jakieś dwa tygodnie temu przyszły znowu dwa listy, duże, specjalnie zapakowane, a w nich listy wyborcze poszczególnych partii, programy i także przedstawiono każdego kandydata. Możemy sobie w spokoju w domu poczytać, wybrać, zakreślić, a następnie 26 maja iść i wrzucić kartkę do urny. Oczywiście opisano dokładnie jak mamy swoimi głosami dysponować. Nie ma żadnego głosowania „w ciemno”, każdy kandydat opisany wraz z adresem, krótki życiorys, czym się zajmuje i status jego również.

Da się? Ano da się. Pomijam, że w CH można wysłać swój głos pocztą, koperta odpowiednio zaadresowana jest zawsze dołączana do kart wyborczych. I jest czas na poczytanie, zastanowienie się, przemyślenie.

Karty są odpowiednio zabezpieczone, więc o jakiś fałszywkach mowy nie ma.

Tym sposobem nasz dylemat przed wyborami został rozwiązany, tym sposobem, my, nie będąc obywatelami tego kraju, w którym mieszkamy – nie będziemy nikomu w PL życia urządzać.

I to byłoby tyle na dzień dzisiejszy, jutro wracam do pracy, tym razem chyba na cały tydzień, co mi wcale, a wcale się nie podoba.

Pożegnanie

Maj 13, 2019

 

 

Dzisiaj było ostateczne pożegnanie.

Dzisiaj została urna pogrzebana pod pięknym , prostym, strzelistym dębem.

Wróciły wszystkie demony wspomnień. To jest najgorsze. Znowu trzeba czasu, żeby jakoś do świata żywych wrócić. Jestem bardzo, bardzo zmęczona.

Na szczęście to był ostatni etap i teraz mogę jakoś powoli myśleć o sobie i o tym, co ze mną będzie. Mój szef znalazł jakiegoś terapeutę mówiącego po polsku, nie wiem, może to jest jakieś rozwiązanie.

Zmęczona jetem bardzo, nie potrafię myśleć, co dalej, co jutro, co za miesiąc, właściwie jest mi wszystko jedno.

Dobrze, że moja Starsza jest tu z nami, inaczej nie wiem, czy moja psychika by wytrzymała. Ale ona za dzień, dwa pojedzie i znowu zostaniemy sami.

Moja Młodsza już wreszcie ma spokój, Jej prochy złożone pod dębem w specjalnym lesie, gdzie wszystko toczy się zgodnie z rytmem natury. Tak sobie myślę, że chyba piękniejszego miejsca nie mogłabym dla Niej wybrać, Ona tak bardzo kochała Matkę Naturę.

Pożegnaliśmy moją Młodszą takim utworem:

https://www.youtube.com/watch?v=5-241j0xSG4

David Gilmour – A Boat Lies Waiting

 

I nie mogę przestać oglądać tego, taka namiastka żywej i wciąż obecnej:

 

Nie wiem kiedy stanę na nogi, jak na razie leżę i nie mogę się pozbierać. Może trzeba mi jakiegoś kopa w zadek dać? Tylko kto?

 

To jest drzewo mojej córci:

 

Dziś kolejna niedziela

Marzec 31, 2019

Obiecałam, że stanę na nogi.

Na razie jeszcze do pionu nie dochodzę. Znienawidziłam niedziele, wszystkie, które nadejdą.

Ale pisanie trochę pomaga. Słoneczko, mam głęboko tajny zeszyt, w którym piszę do Ciebie prawie każdego dnia. A dzisiaj chcę pokazać światu, za czym tęskniłaś.

 

 

To widoki z Twojego okna w naszym starym, polskim domu. Każdego dnia inny, mimo, że okno i ogród ten sam.

To jedno, co dziś chciałam na początek pokazać. A teraz trochę Twoich rysunków, grafik i mnie lub bardziej kolorowego widzenia Twojego świata. Mam wszystkie Twoje prace schowane u siebie i często sobie je przeglądam. Szkoda, że Twój talent (śmiem mówić, że miałaś talent, własną kreskę, własne widzenie), trwał tak krótko.

 

Chyba ostatni rysunek, jaki zdążyłaś skończyć, wiem, że długo nad tym pracowałaś, na zdjęciu nie widać, jak bardzo jest pracochłonny i wymagał czasu, detale w nim bardzo ważne.

 

To efekt lektury, Twoja wizja „Ono”, książka, która na mnie też zrobiła duże wrażenie.

 

 

To Twoje „rozdwojenie jaźni”, wiem, czytałam historyjkę o odnalezionej siostrze – bliźniaczce.

 

 

To seria dziewczynek w chmurach, seria, którą kocham najbardziej.

 

 

 

Pojawiły się ptaki, ptaki, jaskółki i ten motyw towarzyszył Ci już zawsze, aż odleciałaś.

 

 

 

Tyle na dziś, może jaskółki wrócą z wiosną?

A życie toczy się dalej

Marzec 27, 2019

w1

Nie wiem, jak mam opisać to co się stało. Nie da się. Ten wiersz to wołanie o pomoc. Nie wiem, do kogo kierowany, może do Ciebie M.? No ale to nic nie pomoże, 10 marca 2019 roku moje Słońce zgasło. Może nie warto pisać? Nie wiem, ale muszę to z siebie wyrzucić. To rodzaj autoterapii. Pisze do Ciebie, Słoneczko listy, w zeszycie, którego nie udało się na daWandzie sprzedać.  Może to i lepiej, na okładce jest dziewczynka z gwiazdami. Kocham ten motyw. Ostatnio żyję jak w jakimś transie, nie biorę leków, mam nadzieję, że przeżyję bez uspokajaczy, chociaż jest trudno. Sięgam za to po wino, nie wiem, czy to lepiej, ale przynajmniej mogę spać. Moja dusza jest chora i nie wiem, czy kiedyś oprzytomnieję. Jest źle ze mną, boję się, że nie dam rady. A tyle jeszcze przede mną, jeszcze pogrzeb, jeszcze rachunki …

Twoje miejsce jest pod dębem, w dębowej urnie. Nie pod kamieniami, nie na cmentarzu, będziesz w lesie na  mnie czekać, może kiedyś znowu się spotkamy, może kiedyś znowu będę mogła Ciebie przytulić. Tak powoli zaczyna do mnie docierać, że Ciebie już nie ma, nawet nie ma Twojego ciała. Jestem w czarnej dziurze i najchętniej bym do Ciebie dołączyła. Tabletki wcale nie są pomocne, one tylko mnie otępiają, przestałam brać.

To Twoje ostanie urodziny. Twoje wymarzone klawisze. Dotknęłaś ich ledwo kilka razy.

Twój ostatni pobyt w domu, przed następnym szpitalem.

Ostatnie święta i Sylwester, który spędziłaś w szpitalu.

To zdjęcie z 03.02.2019 roku, jeszcze byłaś dzielna, jak zawsze.

To już luty 2019 roku, jesteś coraz bardziej smutna. Tata kupił Ci wężyka.

 

To Twoje ostatnie selfie. Jest jeszcze jedno zdjęcie, które Ci zrobiłam, 01.03.2019 roku, Twoja pierwsza noc, jaką przespałaś bez bólu. Dostałaś wtedy mieszankę sztucznej morfiny z czymś tam jeszcze. Ale tego zdjęcia nie wstawię, bo tak mniej więcej wyglądałaś w dniu, kiedy zgasło słońce. To zbyt osobiste.

Nie radzę sobie, nie szukam winnych, nie umiem opanować emocji i nie wiem, kiedy dam radę znowu żyć normalnie.

Życie toczy się dalej.

Listopad 18, 2018

To będzie nowy tag moich wpisów.

Zwyczajnie czas przestać zastanawiać się nad naszym statusem, czy jesteśmy emigrantami, imigrantami, czy, jak tam piszą o Polakach mieszkających poza PL (na FB) – zdrajcami. Od strony politycznej tego, co dzieje się w PL staram się uciekać, ale szczerze – jakoś tak nie wychodzi. Denerwuję się sytuacją w Polsce, tym, co się tam dzieje, afery wybuchają ostatnio często i najgorsze, co ludzi może spotkać – wizja wyjścia z UE.

Niby wyjście z UE mnie i mojej rodzinie w niczym nie zaszkodzi, a wręcz mówiąc szczerze, mogłoby w pewnych sprawach przyspieszyć proces integracji, ale nie życzę Polakom w Polsce takiej katastrofy. I czuję znowu, że trafiło nam się ziarnko szczęścia w samą porę.

Moja Młodsza, w zasadzie spędzająca czas w pozycji horyzontalnej, czytała znowu stare wpisy na moim blogu. Powiem tak: włos mi się jeży na samo wspomnienie tamtych czasów, kiedy cieszyła mnie wizja 20 zł, które miało wpłynąć na konto. Gdyby nie możliwość pracy poza PL to ja naprawdę nie wiem, co by do tej pory z nami było. Jest to przerażające, że we własnym kraju było tak ciężko się utrzymać. Równie przerażające jest to, że nadal, po tylu latach, jest źle, że tysiące ludzi nie ma innej możliwości żyć godnie i musi wyjeżdżać, trawić rozłąkę z rodzinami. I jeszcze do tego nowe prawo, które kilka państw podpisało, czyli ściąganie haraczu podatkowego także w PL. Cóż, na kolejne 500+, 300+ i takie inne już nie ma skąd brać.

Młodsza ma nadal problemy, coś, co mam nadzieję, że będzie znalezione we wtorek powoduje bardzo silny ból, więc biedna leży. Środki przeciwbólowe powoli przestają działać, ona broni się dokąd może przed silniejszymi, wie, że nie tędy droga, trzeba znaleźć przyczynę. We wtorek kolejne USG, może coś pokaże.

Nadal system limfatyczny nie jest ok, to reakcja po radioterapii, ale powolutku zaczynają skutkować masaże limfatyczne, które ma zaordynowane i robi jej te „wygniotki” bardzo dobry specjalista – lekarz, a nie fizjoterapeuta. Około 21 listopada poznamy termin kolejnej operacji we Freiburgu, być może, o ile dobrze pójdzie, będzie to ostatnia operacja, ale tym razem w pełnej narkozie. Mam nadzieję, że termin będzie jeszcze w tym roku, tak, żeby zacząć 2019 od uzyskania terminu w Reha Klinikum o specjalności „naprawy” systemu limfatycznego. Turnus powinien trwać ok. 5 – 6 tygodni. Jest taka klinika jakby po drodze do Freiburga, musimy tylko się upewnić, że nasza KK współpracuje z nimi – kwestia odpłatności.

No i tak, rok się kończy, pogoda jak na razie bardzo dobra, chociaż niestety już czuje się nadchodzącą zimę. Czy będzie na BN śnieg? Nie wiem, ale np. w Zurychu, jak długo tam jestem, nigdy śniegu na BN nie było.

W Zurychu szykują się wielkie zmiany, mój Szef powziął rewolucyjną decyzję i ma zamiar sprzedać domy i zamieszkać w innym kantonie, tam, gdzie jego spadkobiercy nie zostaną obarczeni koniecznością zapłacenia (kiedyś tam), podatku spadkowego. On nie ma bliskiej rodziny, więc podatek rzędu 35 procent nikomu miły do płacenia by nie był. Pożyjemy, zobaczymy, w każdym bądź razie dla mnie zmieni się tylko długość dojazdu o mniej więcej 35 km. Można przeżyć.

Święta w tym roku wybuchowe nie będą, raczej nastawiam się na dłuuugi wypoczynek. Moja Starsza ma bardzo mało czasu, otworzyła własny interes, być może sklep w Hamburgu będzie się przed końcem roku przenosić w inne miejsce, do tego wszystkiego adoptowała super psinkę, też chcą w te dni odpocząć. My nie pojedziemy, bo przecież Młodsza nie da rady i też pies. To jest jednak prawie 900 km w jedną stronę. Może w przyszłym roku będzie z Młodszą lepiej, może Starsza już ogarnie swoje sprawy na tyle, że jakoś to zorganizujemy. Ale i tak jest lepiej, mój Ślubny korzysta chętnie z rozmów za darmo ! Wzięliśmy dwa Iphony, jeden ma Młodsza, drugi Ślubny i mogą gadać do woli !

A, żeby nie było całkiem smutno – cholernie podoba mi się tutaj kupowanie na raty. Człowieka na oczy nie widzieli, żadnych dokumentów i spowiedzi robić nie muszę, a kupuję ! No, nie, nie szaleję, ale wiem, że jak mi diabli wezmą np. pralkę, czy ekspres do kawy – to spokojnie, po trzech dniach od zamówienia mam w domu, a spłacanie (czasami na raty i odłożony termin), kwot rzędu 20 czy 25 euro budżetu domowego mi nie rozwali !

I jeszcze jedna dziwna sprawa – swego czasu chciałam w swoim banku w DE, gdzie mam konto od 5 lat, dostać kartę kredytową. Niestety, dostałam odmowę, bo ja jestem na działalności, a nie na umowie o pracę. OK, trudno, za jakiś czas dostałam propozycję takiej karty z Luksemburga, za pośrednictwem O2, to znaczy sieci, gdzie mamy telefony. I z limitem stale podnoszonym, a spłaty minimalne też mnie o palpitacje nie przyprawiają. I nie jest to żaden parabank, ino całkiem normalny!

Czyli można żyć normalnie !