Przeskocz do treści

Popieram Semper Solus

Listopad 18, 2008

Semper Solus, mój Czytelnik. Co pisze? A to sobie poczytajcie komentarze do mojej poprzedniej notki, o, taka jestem, nie ma łatwo.

Żarty na bok. Tak, pokolenie trzydziestolatków wie, jak powinien wyglądać świat, rzeczywistość, kapitalizm, co powinno być wolno, a co nie. Zgadzam się z poglądami Semper Solus w 110%! Tylko… to wszystko jest cholernie mało realne. Moim zdaniem, muszą co najmniej dwa pokolenia niestety odejść na „Wieczne Łąki”, to może wtedy świadomość społeczna na tyle się zmieni, że ludzie zaczną patrzeć „po kapitalistycznemu”. Tyle, że w rejonach Polski D – uuuu, to nawet trzy pokolenia! Czemu? Bo cała ściana wschodnia i północna – to było zagłębie wołów roboczych, pisałam już o tym. Panuje tu totalny regres inteligencji mało tego, że wrodzonej, bo tej ogólnie i szczególnie tu brakuje, ale nawet tej, którą nazywa się „nabytą”, a więc wyuczoną. Niestety, w tej chwili kadra nauczycielska jest w wieku, który nie kwalifikuje jej do wymiany, mają jeszcze co najmniej 10 – w porywach do 15 lat pracy przed sobą i …”klapki na oczach”. Wychowawca, który nie używa poprawnej polszczyzny, germanistka rodem zza wschodniej granicy, dyrektor-informatyk, który nie ma czasu uczyć i jednocześnie dbać o szkołę i tysiące takich przykładów.

W Polsce D planowanie kosztów nauki dzieci od momentu ich narodzin? Ludzie, a z czego to odkładać by mieli? Tu Semper Solus, niestety, realia rządzą. Powiesz, to niech nie rodzą? OK, też tak mówię, tylko kto ma babie wiejskiej wytłumaczyć co i jak? A jak już „zajdzie”, to nasze dobre, kochane państwo nie pozwoli na „mord duszyczki”, a niech się nowe kadry ciemniaków rodzą, będzie w kogo orać. Dlaczego tak zgryźliwie piszę? Już mówię:

Dostałam w poczcie maila reklamowego o kursach dla „50+”. Wiecie, o co chodzi, o tak zwane wyrównanie szans starszawych nieco osób i danie im okazji do dłuższej, owocnej pracy (nie jestem przeciwna wydłużeniu okresu pracy!). Jeden z tematów był dla mnie wymarzony: budowanie stron www, grafika i takie tam inne. Aż podskoczyłam, bo to skierowane do mieszkańców mojego województwa. Co prawda, dość daleki dojazd – do Ostródy, ale, niech tam, raz na tydzień, dam radę. Kurs w pełni finansowany z jakichś tam środków, więc dla mnie tylko do wyskrobania na dojazdy.

Czytam dalej i spadam na ziemię:

Warunek: osoby pracujące!

I tu mi się bardzo nieparlamentarny wyraz rzucił na usta, to, psia krew, jak to jest? Jeśli ktoś pracuje, i jest niedouczony, to niech go zakład pracy wyśle i za niego zapłaci! Tyle ludzi, co tu nie ma co ze sobą zrobić, takie zaległości w kształceniu i psia krew, znowu nie dla mnie? To powiedzcie mi, co ja mam zrobić? Nie stać mnie na opłacenie takiego kursu, na wiosnę moja Młodsza (w maju) ma komisję lekarską, i tak na 60% w świetle tego, co się w tym temacie dzieje,  czuję zagrożenie, że nawet tej marnej pomocy nie dostanę, do emerytury mam jeszcze cztery lata, a mogłabym przecież nauczyć się i pracować na własny rachunek tak długo, jak by mi oczy od ekranu nie wysiadły. I niech mi nikt nie mówi, że można się tego nauczyć samemu. Może i tak, może to pokolenie trzydziestolatków miastowych – tak, dałoby radę, a ja nie. po prostu nie to wykształcenie (chociaż miastowe, ale stare), i pojmowanie już nie tak lotne. Musiałby mi to ktoś właśnie tak naocznie wytłumaczyć i pokazać.

To jest problem Polski D! Jak nie zostaną tu wpompowane duże pieniądze na kształcenie ludzi, to g… z tego będzie. Jak ludzie nie zrozumieją, że muszą się nauczyć czegoś więcej, niż czytanie (bez zrozumienia), dodawanie i odejmowanie i litanie kościelne, że w nauce są drzwi do innego życia – to dalej ściany wschód – północ pozostaną dzikimi, zacofanymi terenami, wylęgarnią alkoholików, psychicznie chorych (tak, tak, tu bardzo dużo ludzi choruje na stany depresyjne i popełniają samobójstwa!), dalej będzie to swoisty śmietnik ubrany w piękną, ekologiczną pergolę zieleni.

Tak, zgadzam się z Tobą Semper Solus, masz rację, Twoje poglądy są jasne i całkiem mi się podobają, tylko, co z 1/3 Polski? Jak dokonać przemiany? Jak dać szansę na zarobki chociażby zbliżone do Twoich? Jak nauczyć, że można samemu coś otworzyć? I za co nauczyć? I za co otworzyć? I kto ma nauczyć, jak tu nie ma kadr?

Już dwa pokolenia płacą za lata jedynie słusznego, socjalistycznego gospodarowania – mam na mysli czas od upadku tegoż, ile jeszcze? Ile można wytrzymać kolejnych rządów, które najpierw krytykują, później obiecują, a później szeroko otwierają oczy i …tak na okrągło.

Reklamy
3 Komentarze leave one →
  1. SemperSolus permalink
    Listopad 19, 2008 11:06 pm

    W tym co piszesz jest wiele racji, jednak nie do końca się z Tobą zgodzę.
    Jestem w stanie uznać, że 6-letnia szkoła podstawowa powinna być bezpłatna. W szkole tej człowiek ma się nauczyć pisać, czytać, liczyć. Ma mieć możliwość zdobycia podstawowych informacji o świecie, który go otacza i kraju, w którym żyje. Pozostałe szczeble edukacji powinny być już płatne.
    Człowiek jest jednostką posiadającą instynkt samozachowawczy. W sytuacji zagrożenia bytu zaczyna poszukiwać rozwiązań, które ten byt mogą polepszyć. To o czym piszesz to właśnie nadmierna opiekuńczość państwa.
    Zastanówmy się co doprowadziło do takiej, a nie innej sytuacji w regionach płn-wsch i wsch Polski.
    Fakt, już przed II WŚ ścianę wschodnią zaliczono do Polski C. Miejsca gdzie niezbędne są inwestycje państwa w celu pobudzenia koniunktury. W okresie PRL inwestycje ograniczyły się do stworzenia PGR-ów i spółdzielni rolniczych. Efektem tego było niskie zapotrzebowanie na wykwalifikowaną siłę roboczą, a Ci, którzy tam żyli istnieli w błogim stanie „czy się stoi…”.
    Tak jak napisałem inwestycje państwa w tych rejonach są potrzebne, tylko skąd do chole… ma państwo wziąć pieniądze skoro 60% budżetu to tak zwane wydatki sztywne (gwarantowane podwyżki, emerytury, renty, spłata zadłużenia itd.). Owszem jakaś część pieniędzy trafia do najbardziej potrzebujących – tylko sama sobie odpowiedz jaka?
    Jak spowodować aby te rejony stały się atrakcyjne?
    Inwestycje w drogi – taaak kolejne rządy zapowiadają autostrady tyle tylko, że z braku kasy i przez biurokrację na zapowiedziach się kończy (zwróć uwagę, że propozycja, o której piszę w poprzednich komentarzach ogranicza biurokrację, a znaczne ilości pieniędzy zostawia do rozdysponowania lokalnie). Druga sprawa to zarobki, hmm… tu chyba żaden inny rejon Polski konkurować z Wami nie może, przeciętny pracodawca może zapewnić sobie pracowników średnio o 25% taniej niż w innych rejonach.
    Teraz na chwilę wrócimy do edukacji. Cóż, wykwalifikowany pracownik jest ważny, ale dlaczego w Polsce zaniknęły cechy i egzaminy mistrzowskie po za szkołami zawodowymi? Bo w obecnym nie wydajnym systemie edukacji są one niepotrzebne.
    Dam Ci teraz prosty przykład:
    Moja żona ma zamiar otworzyć we Wrocławiu swój zakład krawiecki, jako, że mam papiery mistrzowskie teoretycznie ma prawo kształcić czeladników. Czy do tego potrzebna jest szkoła? NIE. Potrzebne jest przywrócenie właściwej pozycji cechów i izb rzemieślniczych, a to z kolei wymaga ni mniej ni więcej ale tylko zmian prawnych!!! Więc nasze kochane państwo nie musiało by już utrzymywać szkół zawodowych. Bo szczerze – po cholerę one? Chcesz uczyć się zawodu? Ucz się pracując. W ten sposób zniknie problem z niedopasowaniem się szkolnictwa do rynku pracy.
    Powiedzmy sobie uczciwie – tego czego uczą w szkołach zawodowych ślusarzy, murarzy, krawcowych itd. przeciętny młody człowiek mający lat 14 jest w stanie nauczyć się pracując – co ważne praca nikogo nie zhańbi, a z drugiej strony… taki młody człowiek szybciej nauczy się tą pracę i pieniądze szanować. Zgoda niech będą prawne ograniczenia co do czasu pracy małoletnich, niech to będzie maksymalnie 6 godzin dziennie i 30 godzin w tygodniu, ale jeżeli chodzi o egzaminy to o stopniu czeladnika niech zadecyduje kształcący mistrz z prawem odwołania się ucznia do cechu. Jeżeli chodzi o papiery mistrzowskie, to oczywiście 2 drogi albo zdawanie egzaminów państwowych albo cechowych, obydwa powinny dawać ten sam poziom uprawnień.
    W porządku wracamy do pracy w regionach. Na dzień dzisiejszy problemem jest słaba infrastruktura tych rejonów. W większości przypadków drogi gminne to łata na łacie i dziury, a wyminięciu się 2 tirów możemy pomarzyć.
    Wraz z powstaniem dróg – w tym autostrad – centra spedycyjne przeniosą się z Wrocławia, Szczecina i Poznania właśnie do wsch. Polski. Dlaczego? Bo granica UE kończy się na Bugu, a nie na Odrze.
    Druga sprawa to kwestia produkcji rolnej. Hmm… podawałaś przykład z kozami. Dzisiaj musisz prosić się sąsiadów o współpracę, bo nie jesteś w stanie samodzielnie udźwignąć nakładów na podatki. W momencie wejścia niskich podatków i rozwalnia znienawidzonego ZUS-u prawdopodobnie większość banków byłaby skłonna pożyczyć Ci pieniądze na rozpoczęcie hodowli, bo posiadając własne gospodarstwo, Twoje nakłady w stosunku do zysków były by stosunkowo niskie.
    Uwierz mi też w to, że w każdej społeczności są osoby podobne do Ciebie, mając łatwiej rozpoczęły by działania w celu poprawienia swojego losu, a tym samym zaczęły by też poprawiać los społeczności.
    Nie sposób poprawić zaległości z 80 lat w jedno 10-lecie, stąd zmiany nie nadeszłyby natychmiast, nadeszłyby z czasem i prawdopodobnie nie były by zauważone.
    Nie twierdzę, że przez ostatnie 20 lat nic w Polsce się nie zmieniło – wręcz przeciwnie – Polska zmieniła się diametralnie, bo przecież w stosunku do Białorusi lub Ukrainy naprawdę nie żyje się u nas źle. Ale z uporem maniaka twierdzę, że mogliśmy dokonać więcej. Być może jest to upór warty lepszej sprawy… ale zwalniając nie dogonimy Zachodu, bo on nie stoi w miejscu tylko cały czas się rozwija.
    Piszesz o milionach ludzi, którzy byli by w jakiś sposób pokrzywdzeni przez reformy proponowane przeze mnie ale z drugiej strony sama musisz przyznać, że tu może pomóc tylko kuracja wstrząsowa. Wymieranie pokoleń trwa zbyt długo. Zmiana przyzwyczajeń będzie trwała jeszcze dłużej. Z roku na rok będzie to kosztować wszystkich – w tym również tych potencjalnie krzywdzonych – co raz więcej. Problemem jest przekazywanie nieprawidłowych wzorców zachowań i bodźców. Ci ludzie cały czas oczekują na to aż im ktoś coś da. Nie myślą co mam i co mogę z tym zrobić, żeby zarobić więcej. W większości przypadków nie raczą nawet próbować się dogadać. Pamiętaj o tym, że spółdzielczość nie jest wymysłem komuny tylko pomysłem duuuuuuuuuużo wcześniejszym. Zazwyczaj 2 ludzi może więcej niż jeden, a 20 może więcej niż 2.
    Sieci nie będą rozmawiały o handlu z panem Kowalskim posiadającym 20ha ale ze spółdzielnią XXX mając 200-500ha już porozmawiają. W tą spółdzielnię może nawet pokuszą się i zainwestują kasę…
    Wiem zaraz mi napiszesz, że tam to nie możliwe. TO JEST MOŻLIWE tylko i wyłącznie pod presją, presją finansową. A jeżeli to pokolenie nie jest w stanie się dogadać… Cóż brutalna prawda jest taka, że wolny rynek – którego jestem wyznawcą – eliminuje jednostki nieporadne. Nie przejmuj się, w realiach WOLNEGO RYNKU w miejscu wyeliminowanej jednostki najczęściej pojawiają się nowe bardziej zaradne.
    Wiem, że to co pisze brzmi brutalnie. Jednak nie zgadzam się, że tym ludziom można pomóc dając im pieniądze. Szkolenia, wiedzę, tańsze kredyty, tak ale nie kuroniówki, nie pomoc socjalną od państwa. Chcesz pomocy socjalnej napisz do instytucji charytatywnych, chociaż w ten sposób zapracuj na tą pomoc.
    Jak widać temat rzeka…

  2. Listopad 20, 2008 8:39 am

    Jesteś brutalny, ale to dobrze, ja tak samo myślę, ale nie potrafię aż tak dokładnie przekazać swoich myśli. W życiu nie chodzi mi o to, żeby tu dawać kuroniówki i inne takie! Tu trzeba dawać wędkę, nauczyć zakładać robaka i kazać łowić, tylko, że nikt nie daje wędki! Jak już kilkanaście lat temu dano po 5 kóz, nie zapewniając od razu (weź pod uwagę, nie było wtedy tak zwanych grub producentów i innych takich) jakimś „batem” w postaci rocznego rozliczenia się z przychówku (na przykład), niezapewniając po roku odbioru, czy pomocy w odbiorze produkcji (podkreślam, inne realia), to – oczywiste – kozy zostały zjedzone.
    Spółdzielnie: tak, oczywiście, masz rację, tylko… znowu: lata PGR-ów zrobiły swoje w świadomości.Myślisz, że o tym nie wiem? Wiem. Wczoraj jechałam do miasteczka i tak sobie myślałam, że są tu idealne tereny właśnie dla kóz, dużo nieużytków, gdzie mogłyby się wypasać, znowu powtarzam się, są budynki po zamkniętej już mleczarni, tylko nie ma managera, pieniędzy, infrastruktury. Programu, który by dał przynajmniej dwa lata na zbilansowanie wydatków i wpływów. Ja patrzę z małej perspektywy, Ty masz spojrzenie szerokie, zapowiadające dobrego przywódcę partii. OK. A ja pamiętam pojęcie „praca od podstaw”, która się tu kłania. Efekty maleńkie już kiełkują, ludzie zaczynają napierać na Internet, wkurzają się, że nie mogą się podłączyć, a ja im mówię, że drugi raz, to niestety, sami niech „tupną nogą”, wiedzą, jak „załatwiłam” te 50 podłączeń.
    Zarobki: powiem tak: nie wiem, ile faktycznie zarabiasz, ale tu dyrektorka Domu Kultury pracująca na tym stanowisku od 8 lat (przyjechała z mężem na ten teren pół roku po nas), wykształcona, plastyczka, ma pensję w ysokości 1.500 PLN netto. Pomocnik w zakładzie naprawy samochodów zarabia 800 PLN, sprzedawczyni w sklepie tak samo, bo chyba mniej już nie można, nie, można: uczennica w sklepie, hm, „na pół etatu” dostaje lekką ręką 400 PLN. Do tego średnia emerytura rolnika i masz pełen obraz. Nie wiem, czy to jest tylko o 25 % mniej, niż w reszcie świata, czy to jest faktycznie 25 % tego, co można na podobnych stanowiskach w Polsce zarobić.
    Mąż dyrektorki Domu Kultury, również plastyk, nauczyciel – ma w tygodniu 4 godziny pracy, bo w większości szkół zajęcia z wychowania plastycznego są obsadzone przez nauczycieli
    , hm, miejscowych, wiesz o co mi chodzi, pani od w-f dodatkowo ma plastykę.Ale oni są plastykami i sobie radzą, pomagają zresztą młodzieży wyszarpując kolejne 2 – 3 tysiące z programów UE na zajęcia z młodzieżą.
    A po co ja to piszę? Nie po to, żeby wzbudzić litość, tylko żeby Polska wiedziała o tym, iż ten kraj nie składa się tylko z Warszawy, Mazowsza, Wielkopolski, żeby przestano się naśmiewać z ciemniactwa, bo do takiego stanu rzeczy doprowadziły nie obce rządy, tylko polskie, żeby to ciemniactwo w końcu się rozjaśniło, że tu nie chodzi o to, żeby dostać coś, wyszarpać, tu chodzi o to, żeby przywrócić te tereny do życia, dać im szansę, żeby panowie posłowie przypomnieli sobie swoje korzenie (w większości).

  3. SemperSolus permalink
    Listopad 20, 2008 9:36 am

    Problem rozbija się teoretycznie o brak funduszy. O nie przemyślane decyzje biurokratów z Warszawy, którzy o Waszej sytuacji wiedzą tyle co nic… Dlatego właśnie uważam, że około 30% podatków powinno zostać na miejscu. Wiem, że to nie za wiele, że potrzeba więcej. Ale na początek tyle już pozwoli coś zrobić. Gmina wreszcie miała by pieniądze aby wystartowac z projektami po fundusze z EU. Z drugiej strony patrząc lokalny wójt, burmistrz, a nawet sołtys będą zdecydowanie więcej wiedzeić o tym czego potrzeba lokalnej społeczności niż minister z W-wy.
    Co do nieszczęsnych kóz, określe to tak: dano haczyk, dano bambus, dano żyłkę, dano nawet kołowrotek – tylko ktoś zapomniał o tym żeby powiedzieć co z tym dalej zrobić. Efekt – kilka tysięcy złotych poszło w piach…
    Co do spółdzielni – ja doskonale zdaję sobie sprawę, że 90% ludzi mieszkających na terenach wiejskich jak słyszy spółdzielnia czy też spółka, to od razu staje im przed oczyma PGR. Nie dziwię im się, a z drógiej strony… cóż… Jeżeli nie można samodzielnie to może naprawdę warto się zastanowić i spróbować razem?
    Może naprawdę warto poszukać ewentualnego wsparcia z EU?
    W Polsce panuje totalne chciejstwo wśród polityków (czyt. „chcieliśmy ale…”), zawsze jest jakieś ale, a biurokracja z roku na rok się rozbudowuje pochłaniając kolejne mln zł. Dlatego zakładam, że reforma musi być komplementarna, tzn jednocześnie musi objąć cały system. częściowe reformy nic nie pomogą 😦
    Tyle tylko, że obydwoje stwierdziliśmy już, że w tym kraju, przy obecnej klasie politycznej nic zrobić się nie da. Z jednej strony Władza blokowana jest przez ludzi (zwiazki zawodowe) z drugiej strony co bardziej przedsiębiorcze jednostki blokowane są przez system (biurokracja, podatki), efekt… marazm i zastój.
    Pytasz się ile zarabiam? Cóż to nie tajemnica – 1750 zł – wiem, że to całkiem sporo – ale warunki życia we Wrocławiu też dyktują inne ceny. Z 1750 zł – 950 zł wydaję na mieszkanie, około 900 zł to inne zobowiązania – kredyty, telefon, internet, itd. jak widać brakuje 100 zł. Na auto idzie około 300 zł (paliwo no i jak to z autem wiecznie coś do zrobienia). Żona zarabia około 1200 choć w tej chwili tak jak pisałem przymierza się do otwarcia własnej działalności gospodarczej stąd w najbliższym czasie raczej spodziewamy się spadku dochodów. Końcowo za 800 zł utrzymujemy 3 osobową rodzinę. Nie wiem ile u Ciebie kosztuje chleb ale we Wrocławiu za kg bochenek płacisz średnio 2,30 zł, masło (miękkie w pudełeczku) przeciętnie kosztuje około 3 zł, cen wędlin nie podaje bo przypuszczam, że będą zbliżone. To ile miesięcznie wydajesz na dziecko to wiesz doskonale. Jak widzisz z punktu widzenia zysków i kosztów regiony równoważą się. Mam większe dochody ale w większości przypadków tu są też wyższe koszta łączne.
    Końcowo faktycznie to mi zostaje w portfelu więcej niż Tobie i z tym się zgodzę jednak nie są to aż takie znów kokosy jak by wyikało z różnic w dochodach 😦
    Teraz mam małe pytanko ile by kosztowało zaprojektowanie loga firmy krawieckiej?
    Nazwa firmy „Marzena” Logo może składać się z kombinacji liter M i Z. Odpisz na maila.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: