Przeskocz do treści

Niedziejsza…

Kwiecień 19, 2009

…jestem, chyba. Tak sobie myślę, że faktycznie nie bardzo pasuję do teraźniejszości. Moje reakcje na pewne sprawy są, hmm, z epoki „przedinternetowej”?
O czym piszę? Ano, o swojej pracy. Startuję do wszelkich zleceń, które wiem, że jestem w stanie zrobić. Gorzej, lepiej – nie o to chodzi. Otrzymuję informacje i przeważnie prośby o zrobienie projektów. OK. Robię. Wysyłam zrzuty. W odpowiedzi dostaję, że tak, ładne, dobre, masa pytań, czy to i tamto można zmienić. Odpowiadam, robię nowy projekt, wysyłam zrzut. Zapada cisza…
Wysyłam maila z grzecznym pytaniem. I albo wcale nie dostaję odpowiedzi, albo coś w rodzaju, że szkoda zleceniodawcy czasu na informowanie zainteresowanych.
No to ja się pytam, a dlaczego to tak? A mój czas? Albo wstępny projekt się podoba i następują dalsze ustalenia, albo wysyłam powiadomienie, że nie, to mi nie pasuje, jest ktoś, kto zrobi to lepiej, taniej, wszystko jedno. Ale nie zawracam więcej głowy.
Czy zwykła rzetelność w prowadzeniu negocjacji już zaginęła? Może tak, może trzeba się z tym pogodzić. Gdzieś, na jakimś blogu wyczytałam, że freelancer musi sie nauczyć wchodzić oknem tam, gdzie wyrzucono go drzwiami. Kurcze, ciężko mi będzie, ale przyjdzie się tego też nauczyć.
Z innej beczki:
Mamy okna do wymiany. Okna są, inne potrzebne narzędzia i materiały też, brakuje nam jednego: takiego czegoś do wycinania muru, przecinarka sie to chyba nazywa, musi byc z gatunku takich solidnych, bo taka jaką mamy w domu jest za słaba. Jest we wsi facet, pracuje na etacie, oprócz tego tak zwana „złota rączka”. Posiada odpowiedni sprzęt. Już dwa razy mój ślubny był u niego w sprawie zabrania mu jednej godziny cennego czasu (chodzi tylko o wycięcie jednego okna) i – niestety, nic z tego – „terminy napięte, może za tydzień”, za tydzień, to może lać deszcz, i takim sposobem pewnie przyjdzie ręcznie wycinać. Tylko, jak jego latoroślom komputer padł, to wtedy wiedział, gdzie przyjść, zrobione miał tego samego dnia. Mieszkamy tu już dziesięć lat i właśnie zdaję sobie sprawę, że już się nic na lepsze nie zmieni, zawsze będziemy „te miastowe”, co to mają kasę nie wiadomo jaką. A, jeszcze jeden człowieczek (rodzina „złotej rączki”) zaproponował nam kupno jego zbędnego okna, tyle, że z innego źródła wiem, że ono ma jedną, aczkolwiek zasadniczą wadę: przepuszcza wodę deszczową w dużej ilości, dlatego zostało wystawione do stodoły…

Reklamy
One Comment leave one →
  1. Robert permalink
    Kwiecień 19, 2009 9:12 pm

    Cóż… Są ludzie rzetelni i nierzetelni – tych ostatnich jest coraz więcej – niestety. A wojenki „wieś-miasto” nie rozumiem… I nie zrozumiem… Ale cóż – to wszystko takie poplątane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: