Przeskocz do treści

Nowy rozdział

Grudzień 19, 2017

Nie wiem, czy jeszcze ktoś tu wpada.

Kończy się rok, kolejny rok trudny, ale tym razem mogę powiedzieć, że był to jednak czas udany. Zmian bardzo dużo, było bardzo ciężko ogarnąć pracę, zmianę miejsca zamieszkania, kłopoty ze zdrowiem mojej Młodszej i moje. Powoli wszystko mniej więcej stoi na nogach.

Nasz dom na wsi latem został wreszcie sprzedany, co prawda za mniejszą kwotę, niż planowaliśmy, ale widząc, co się w Polsce dzieje – zacisnęliśmy zęby i poszłoooo.

Zaczęły się natomiast kłopoty z wynajęciem mieszkania w DE. Uparcie szukałam w okolicach Jeziora Bodeńskiego, jak najbliżej Konstanz. Ino, że ten teren jest jedną wielką miejscowością turystyczną, ceny w związku z tym wzięte często z kosmosu, a i tak za każdym razem, gdy już dostąpiłam „zaszczytu” i otrzymałam termin oglądania, to okazywało się, że takich naiwnych jest kilkanaście rodzin na jedno mieszkanie.

Termin opuszczenia naszego starego domu był krótki, tylko dwa miesiące, w dodatku w lecie, kiedy Bodeńskie jest oblegane. Wracając z któregoś tam castingu, w czasie potwornego upału, wieczorową porą, poczułam się bardzo źle. Doczłapałam do apteki na Hauptbahnhof w Zurichu i … w krótkim czasie wylądowałam na oddziale kardio w UNI Spital. W czasie „złotej godziny” wstawiono mi trzy stenty, akcja odbyła się późnym wieczorem w sobotę, a w środę już pożegnałam gościnne progi szpitalne.

To, co się stało miało bardzo duży wpływ na dalsze nasze losy. Mój szef, ciągle ten sam, uznał, że prędzej się wykończę, niż mieszkanie znajdę, a muszę dodać, że w tym czasie moja Młodsza przebywała „seryjnie”  w kolejnych szpitalach warszawskich, mój Ślubny koczował w hotelu. Po krótkiej rozmowie miałam już sprawę załatwioną – kupno mieszkania z pomocą mojego szefa. Nie jest to mieszkanie super – hiper, ale ma 68 mkw., trzy pokoje, duża kuchnia, balkon i bardzo ważne – w centrum miasta, ale na granicy strefy pieszej, więc hałasu nie ma, nawet na balkonie. Bardzo blisko piękny park, z psem można do woli spacerować, miejsce parkingowe na nasze autko (a, zmieniliśmy – teraz jeździmy czymś, co zawsze budziło we mnie negatywne dreszcze – BMW 530 xdrive, DISEL w dodatku!), jest o 5 minut od domu.

No i zaczęła się wielka akcja pod tytułem „przeprowadzka”, a najpierw masa papierków do załatwienia – bo Niemcy kochają papierki. We wrześniu nasze graty zostały dowiezione z Polski,

Moja Młodsza miała 30 sierpnia bardzo poważną operację, rozpoznanie, które spowodowało jej konieczność, wstrząsnęło mną bardzo głęboko. No, ale 11 października odebrałam Młodszą ze szpitala i przyleciałyśmy do Zuri, a później autkiem do – a, nie napiszę, gdzie mieszkam, bo nie samych przyjaciół posiadam, niestety, taka rzeczywistość jest.

W każdym razie, Młodsza musiała jeszcze raz do PL lecieć po wyniki histopatologiczne, dostała też kwalifikację na radioterapię.

No, ale żeby ona mogła kontynuować leczenie, to trza ubezpieczenie załatwić, przebrnięcie przez zasieki polskich i niemieckich formalności trwało aż do ubiegłego tygodnia ! Najpierw, co bardziej znane niemieckie kasy chorych upierały się, że osławiony druk E-104 to ma moja córka załatwić, a w przepisach stoi jak byk, że to niemiecki ubezpieczyciel występuje do polskiego, wprzódy stemplując i podpisując ów formularz. Później okazało się, że po polskiej stronie jest jeszcze tysiąc różnych zaświadczeń i formularzy. Na szczęście udało się wszystko telefonicznie i mailowo pozałatwiać, a jedyną kasą chorych, jaka z marszu wiedziała, co do kogo należy okazała się być AUDI BKK. Jutro moja Młodsza ma wizytę u lekarza i do jutra będę miała szpilki w odwłoku z nerwów. Na szczęście  klinika jest w naszym mieście.

Ja i mój Ślubny jeszcze czekamy na papierki do ubezpieczenia … ale my mamy chociaż karty EKUZ, co prawda nic mi po tym, bo za leki muszę na razie 100 procent płacić, ale, hmm, gdyby się pogorszyło, to jest możliwość się ratować. Gdybym nie miała karty EKUZ, to moja przypadłość sercowa załatwiłaby nasze finanse na amen i do końca życia chyba. I tak musiałam połowę kosztów transportu do szpitala sama zapłacić, bo Szwajcarzy mają roczny limit korzystania z karetki w wys. 500 CHF, a koszt mojego przewozu o było 986 CHF. Nawiasem mówiąc szkoda, że nie widziałam min pracowników NFZ po przeczytaniu rachunku …, ale muszę powiedzieć, że warunki miałam luksusowe, pokój jednoosobowy, menu do wyboru, kawka do łóżka i takie tam inne.

I tak minął ten rok, intensywnie, nerwowo, ale teraz przyszedł wreszcie czas, kiedy nie czekam trzy miesiące na to, żeby widzieć moją rodzinkę kilka dni i znowu w drogę. Pracuję w innym rytmie, w poniedziałki rano, tak koło 10.00 zaczynam pracę a w piątki po 14.00 jadę do DOMU! Godzinka jazdy i już !

Teraz szykujemy się do pierwszych świąt na nowym miejscu, przyjedzie Starsza wraz z Helge i moją wnuczką, jak dotąd, jedyną (Starsza, a może ????), choinka ubrana, w czwartek przed południem jadę do domu – a jak, mam dobrego szefa, który zresztą wpadnie na dwie godzinki w Wigilię i tylko jeszcze niech moja kochana Młodsza wygrzebie się w miarę możliwości ze swoich zdrowotnych problemów, to już chyba nic więcej mi do szczęścia nie będzie potrzeba.

Wszystkim, którzy tu jeszcze wpadają –

serdeczne życzenia wspaniałych Świąt i niech Nowy Rok każdemu przyniesie to, co sobie marzy !

choinka

To nasza choinka na nowym miejscu życia.

Reklamy
2 Komentarze leave one →
  1. sir_lucjan permalink
    Grudzień 22, 2017 9:02 pm

    Oby wszystko było jak najlepiej!

    • kosa1 permalink*
      Grudzień 23, 2017 9:33 am

      Musi być dobrze, nie dopuszczam innej opcji !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: